piątek, 17 sierpnia 2012

32. Mockinbird

Która para byłaby lepsza wg was ?







Harry całą drogę się milczał. Znów go uraziłam ? Może ma na mnie focha przez ten mózg dwunastolatka. Pewnie się obraził. 
-Harry... Masz na mnie focha ? - spytałam zatrzymując go. 
-Dużego. 
-Czemu ? Obraziłam cię czymś ? Przecież wiesz że żartowałam z tego mózgu, nie miało to tak zabrzmieć. 
-Wcale nie jestem taki dziecinny jak myślisz, jestem bardziej zdemoralizowany niż pozostała czwórka tych przygłupów z One Direction. No może trochę jestem dziecinny, ale nie zachowuję się jak przerośnięty dwunastolatek. Serio. 
-No dobrze, przepraszam. Możesz mi na wrzucać.
-Ale ja nie chcę.
-Ale ja ci pozwalam. Rób co chcesz, mów co chcesz, jakoś to przeżyje.
-Ale ja nie będę tego robił. 
-Bez "ale", będziemy kwita. Wygarnij mi to co chcesz. Proszę bardzo, nie będę miała żalu. 
-Nie-e. Zrozum że ty nie masz nic  do wygarniania !! No dobra masz jedną rzecz.
-Słucham.
-Przez ciebie dziewczyny wpadną w kompleksy !! Jesteś za ładna, wyjdź. 
-Dowaliłeś mi. - burknęłam udając poruszoną - A teraz chodźmy. 
Nagle podbiegła do nas jakaś dziewczyna. 
-O mój Boże, nie wierzę że Harry Styles jest w Polsce !! Aaa...! - zapiszczała. Harry był zakłopotany, nie wiedział kompletnie o czym ona gada. Spojrzał na mnie pytająco.
-Ona powiedziała że nie wierzy że jesteś w Polsce plus pisk. 
-Ooo... Aaa... - jak ciemniak, jak ciemniak.
-Mów po angielsku, bo uzna cię za wariatkę. - uprzedziłam dziewczynę. 
-A ty to kto ?
-Koleżanka, problem ?
-Nie. 
-Spoko. Streszczaj się bo się śpieszymy.
-Okej, mogę sobie z tobą zrobić fotkę ? - spytała już w jego języku.
-Oczywiście. - odpowiedział sztucznie i dziewczyna cyknęła zdjęcie, po czym poprosiła żeby jej się podpisał na koszulce. Styles zrobił to o co prosiła i ta pobiegła. Mam nadzieję że to się nie powtórzy, przynajmniej na razie, bo w końcu nigdzie nie dojdziemy. Oczywiście że nie przeszkadza mi to, sama byłam taką fanką ale rzecz jasna nie jaram się tym tak mocno że Harry Styles jest w Polsce.
-Mam rozumieć uznałeś że jest irytująca ?
-Wszystkie fanki są fajne. - odparł obojętnie - Jedna taka druga siaka. Różnie bywa, ale wszystkie wyjątkowe. 
Zachachałam się lekko i poszłam z nim za ramię. Gadaliśmy i się wygłupialiśmy. W końcu zaczęło się ściemniać.
-Zaczyna się ściemniać, może już wracamy... - powiedziałam.
-Przy mnie nic ci się nie może stać, chodźmy dalej.
-Wierzę w to.
-Cieszę się że mi ufasz. - uśmiechnął się łobuzersko. Aż nagle... Zabłądziliśmy. Shit ! Niby mieszkam w tym mieście od urodzenia ale nadal nie znam niektórych zakamarków. Jaki przypał. Zaraz jebnę chyba. Rozejrzałam się dokoła. Nic, tylko las. Trudno, nie było wyboru, trzeba iść przez las.
-Wiesz Harry...
-Co ?
-Zabłądziliśmy. - odpowiedziałam i podrapałam się z tyłu po głowie.
-I nie wiesz gdzie iść ?
Pokręciłam głową przecząco. 
-No nieźle. Oj tam nie martw się, nam się gorsze rzeczy zdarzały. 
Nawet mnie nie było teraz do śmiechu. Spuściłam głowę i spojrzałam w kałużę. Zawaliłam. Wcale nie chodziło mi o to że pomyliłam drogi, o nie nie myślcie sobie. Bo to błachostka. Zawaliłam ze wszystkim.
-Wiesz co ci powiem Tori ? - powiedział Harry podnosząc mój podbródek.
-Co ?
-To co jest w tobie wyjątkowe. Ty jedna nie chcesz robić nic źle, często ci nie wychodzi robić dobrze, ale pomijając to... Jesteś wspaniałą dziewczyną. Ty jedna nie wrzeszczysz na mój widok i nie chcesz ze mną tańczyć. Brakowało mi powrotów do normalności, ale dziś... Dziś już mi tego nie brakuje, bo dzięki tobie wiem, że istnieją też ludzie na umyśle. Jesteś zakręcona, nieco nieśmiała oraz... Wrażliwa, ale w głębi duszy drzemie w tobie jakaś siła. Bynajmniej w tej skórze widzę w tobie tylko Tori Carmichael, dziewczynę która jak niezdara wpadła na mnie jeszcze upuszczając bagaż. To było śmieszne, ale gdyby nie twoja urocza niezdarność nie spotkalibyśmy się. 
Słuchałam go lekko zdziwiona i szczęśliwa w jednym. On ujął to w takie słodkie słówka. Zauważyłam coś w jego oczach gdy to mówił, patrzył wciąż na moje usta, tak jakby chciał mnie pocałować. Ale nie zwróciłam na to uwagi. Wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy. 
-To bardzo miłe co mówisz. I masz rację, tym moim niemyśleniem jesteśmy w jakimś lesie. Poczekaj... - wyjęłam telefon - Szlag by to trafił ! Nie mam zasięgu. Harry sprawdź czy masz zasięg, wtedy z gps dojdziemy do domu. 
-Już już. - Harry pośpiesznie wyjął z kieszeni telefon, jego mina wróżyła tylko coś dobrego - Jest zasięg, dobra, menu, dodatki, okej mam GPS, teraz... Podaj mi ulicę. 
-Kraszewskiego 22. 
-Jak się to pisze ? - spytał tonem WTF ?! .
-Daj mi to. - wyrwałam mu z rąk telefon i wpisałam adres. 
O dziwo doszliśmy poprawnie do mojej dzielnicy. Akurat zaczęło się ściemniać, więc zdążyliśmy. Babci nadal nie było, hm... Sprawdzę może czy nie zostawiła mi wiadomości na telefonie. Zostawiła. Szybko odsłuchałam, mając pewność że wszystko jest w porządku. Harry pobiegł oczywiście już za potrzebą, więc nie musiałam go ogarniać gdy zacznie się drzeć do telefonu myśląc że rozmawiam. Wiadomość była prosta - wróci rano. No nieźle, to zostaliśmy tylko we dwoje. Oby mu coś nie odbiło. Weszłam na górę i chcąc wejść do pokoju moje drzwi były zatrzaśnięte. Fuck off... Drugi raz ?
-Harry ! - zawołałam. On przybiegł zapinając rozporek. Myślałam że padnę, ale się powstrzymałam.
-Co jest ?
-Raaatuuuj. Masz dużo siły, wyważ te drzwi. 
-Jak ja je wyważę to pękną zawiasy.
-Mniejsza, muszę gdzieś spać. 
-To śpij ze mną.
-Nie ma mowy, ty śpisz nago.
-No to co ? Nie mów że nigdy nie spałaś nago. 
-Nie, nigdy nie spałam nago - odparłam ironicznie - Poza tym ja się rozwalam na łóżku, spytaj Nialla. 
-Myślałem że na odwrót. Ale wiesz, zawsze gdybyś bała się spać sama, moje drzwi są otwarte, chętnie cię przyjmę.
-Dziękuję ci tatusiu. - uśmiechnęłam się. Chłopak był bez koszulki, co kazało mi zaliczyć zgon (jeśli wiecie o co chodzi). Jego klata była świetnie wyrzeźbiona, zresztą sami spójrzcie --> klik. Wyważył drzwi, weszłam do pokoju a on wstawił je z powrotem. Ku jego zdziwieniu zawiasy wcale nie puściły.
-Przydałby się taki mięśniak u mojej babci. - rzekłam otwierając szafę. Styles wszedł do pokoju i rozłożył się na moim łóżku. Miałam ochotę go z niego zwalić, ale tym razem mu pozwoliłam z tego faktu iż pomógł mi się dostać do tego pomieszczenia. Przyszła mi nagle ochota na śpiewanie, utkwiła mi w głowie piosenka "What makes you beautyful" może to z tego faktu, że z jej autorami spędzam aż tyle czasu ? Poza tym ciągle słyszę ją w radiu. Zaczęłam pod nosem śpiewać zwrotkę Zayna, wtem usłyszałam że ktoś dokończył za mnie. No tak, wiadomo że Harry nikogo innego w tym domu nie ma, tym bardziej w moim małym pokoju. 
-Masz przepiękny głos. - powiedział na koniec.
-Żartujesz sobie ze mnie ?
-Na serio, Niall jest wzruszony gdy śpiewasz.
-Rzadko to robię przy was, raz zaśpiewałam mu piosenkę gdy byliśmy u jego mamy i się popłakał.
-No bo on jest taki lekki i subtelny. Bardzo dziewczęcy, nie musisz się wysilać, to z ciebie wychodzi na lewo i prawo. Po drugie sam się wzruszam.
Zarumieniłam się lekko, po czym wróciłam do swojego zajęcia. 
-Ja też jestem wzruszona gdy on śpiewa. - dodałam - A najbardziej "Stereo Hearts" i... tę piosenkę z Barney i przyjaciele... Już pamiętam: I love you, you love, we're happy family... - zanuciłam, a Harry mi zawtórował. Oboje roześmialiśmy się. Wyjęłam sukienkę którą Niall mi kupił i przyłożyłam sobie do ciała, po czym spojrzawszy w lustro poprawiłam włosy. Odwróciłam się do Harrego.
-Jak wyglądam ?
-Ładnie.
-Dziękuję. 
-Proszę. - odparł z łobuzerskim uśmieszkiem. Schowałam ją do szafki i zaczęłam szukać piżamki. Niestety leżała strasznie wysoko. Musiałam poprosić kogoś o pomoc. Jakiegoś dryblasa, pana prawie dwa metry.
-Hazzuś, pomożesz ?- spytałam robiąc maślane oczka. On natychmiast zerwał się z łóżka i zciągnął to co potrzebowałam. Posłałam mu w podzięce uśmiech i poszłam wziąć prysznic. Umyłam starannie włosy i spojrzałam w lustro. Może jednak wrócę do starego koloru ? Mam ochotę na wiśnię i to bardzo. Ta czerń do mnie nie pasuje. Wyszłam i wróciłam do swojej komnaty, a tam... Harry zaczął nosić mojego kota i coś do niego gadał.
-Harry ! - podniosłam głos aby usłyszał. 
-Słucham cię ?
-Spodobał ci się mój kot ? 
-Bardzo.
-To idź z nim flirtować gdzie indziej. Przy okazji, to chłopczyk, Rubin. Wyjdź, idę spać. Odstaw go rano do domu. - zażartowałam. Chłopak nieco ze smutną (udawaną) miną wyszedł z pokoju z kotem na rękach. Zamknęłam się i położyłam spać. 


_________________________________
No to mamy 32 ! A za trzy rozdziałki czeka na was niespodzianka. 
Marzenie Roksany się spełni ;)

czwartek, 16 sierpnia 2012

31. Why it must be you ? Why not me ?




Jak mówiłam, mnie nie stało się nic a nic. Miałam jedynie obtarcia, ale Niall. On... Rzucił się pod samochód i uratował mi życie. Leżał na ziemi nieprzytomny. Samochód zdążył się zatrzymać ale miał też czas by go poturbować. Miał lekko stłuczone czoło które krwawiło. 
-Harry dzwoń po pogotowie !
-Już, już.
Harry oddalił się by zainterweniować do szpitala. Ja zostałam z Niallem. Zrobiło się lekkie zamieszanie. Pani KTÓRA prowadziła tamto auto szturchała go by go ocucić.
-O Boże, Niall ! - wydarłam się i przepchałam się przez pozostałych ludzi - Dlaczego musiałeś to być ty a nie ja ? Po coś się rzucał pod ten samochód ? ! Ja sie pytam po jaką cholerę uratowałeś mi życie ? - zasypywałam go tak pytaniami, jednak on nie dał znaku życia. Schowałam twarz w dłoniach i rozpłakałam się. Nie, ja tak dłużej nie wytrzymam. Złapałam jego dłoń i płakałam. 
-Już dobrze, zaraz przyjedzie pogotowie. - powiedział po chwili Harry. Przytuliłam się do niego napewno bardzo mu zamoczyłam koszulę -To przeze mnie Niall, jeśli mnie słyszysz, a wątpię to wiedz że będę się obwiniała. Nie musiałeś mnie wcale ratować ! Mogłam zginąć. Jestem mniej ważna niż ty.
Nagle usłyszeliśmy sygnał syreny pogotowia ratunkowego. Wyjęli nosze i jeden z nich zaczął mnie wypytywać co się stało.
-...wtedy rzucił się pod samochód żeby mnie uratować. - zakończyłam.
-Rozumiem. Zaraz go zbadamy. 
To co postanowili tak zrobili. Na koniec sanitariusz zrobił niezbyt zadowoloną minę. 
-Przykro mi, jego stan jest krytyczny, nie wiadomo czy żyje, wyczuwamy puls ale słabo. 
-Ale wyjdzie z tego ?
-Mało prawdopodobne.
Rozpłakałam się bardziej niż zwykle. Zabrali Nialla, a my pojechaliśmy z nimi. Styles próbował mnie pocieszyć, jednak nie udało mu się. Chociaż było mi przy nim lepiej jak w niebie, to nie mogłam zapomnieć o tym co mnie spotkało. Biedny Horanek, mam nadzieje że nie stało mu się coś poważnego. Boże oby żył. Wybaw mnie ode złego,aby nie działa mu się więcej krzywda. Amen. Pomodliłam się za moje kochanie.
-Będzie dobrze, nie martw się.
-Tak uważasz ?
-Ja to wiem.
-Dziękuję ci za wsparcie Harry. Jesteś najlepszy.
Weszliśmy za ratownikami do szpitala, na ostry dyżur. Okazało się że mój wybawiciel miał rozcięte czoło, ale wyjdzie z tego. Tylko chwilowo stracił przytomność. Nam jednak nakazali jechać do domu i wrócić rano, ale ja nie chciałam.
-A nie mogę z nim zostać ? - spytałam.
-Panno Serdecka, on będzie całą noc na obserwacji. 
-No dobrze. Ale ostrzegam że przyjdę rano.
-Oj... Już się boję. Żartownisia jak matka. 
-Mógłby pan nie wspominać rodziców ?
-Przepraszam. Do widzenia. 
-Chodź mała, będzie dobrze. - Harry przytulił mnie i oboje ruszyliśmy w drogę powrotną. 
-Nialler z tego wyjdzie prawda ? - spytałam wpół drogi.
-Jasne, on jest silny. Oczywiście że wyjdzie. Nie zamartwiaj się na zapas. 
-Dobrze nie będę. Może zahaczymy o jakiś sklep żeby mu coś kupić?
-Sam o tym myślałem. Ucieszy się jak dostanie coś do jedzenia.
-I nie waż się nawet kupować mu świerszczyka bo zabiję cię.
-Dobrze, dobrze. Tym razem tego nie zrobię. 
Spiorunowałam go wzrokiem i weszliśmy do Tesco. Zrobiłam zaległe zakupy i wybraliśmy coś dla Nialla, czyli żelki, dwie kanapki na razowym chlebie, czekoladę i mrożoną kawę. Wiem że kocha żelki. Wróciliśmy oboje do domu w nadziei że nic złego już nas nie spotka. W tym czasie o wiele bardziej zbliżyłam się do Harrego niż wcześniej. Babci nie było, pewnie wróci w nocy. Pracuje do późna więc byliśmy sami. Zrobiłam gorącą czekoladę i oboje usiedliśmy w salonie na kanapie. Usiadłam za nim na oparciu. Po chwili takiego bezsensownego siedzenia zaczęło mi się nudzić, więc zaczęłam bawić sie włosami Hazzy. Nawet mu to nie przeszkadzało.
-Masz niesamowite włoski, co robisz że codziennie są takie kręcone?
-Same się kręcą. 
-A mi na przekór robią i są proste. 
-Nieważne, zawsze ślicznie wyglądają.
-Dziękuję, to miłe. Rozpieszczasz mnie z tymi całymi komplementami.
-Może tak. - rzucił obojętnie. Zmierzchwiłam jego włosy i zaczęłam się nimi bardziej bawić, zażarcie jak dziecko.
-Nie przeszkadza ci to ?
-Nie, nie. Podobają ci się ?
-Bardzo! 
-Cieszę się. Masz zajęcie. 
Zachichotałam i dopiłam swoją czekoladę. 
-Brakuje mi trochę Nialla. 
-Mnie też, tego jego głupkowatości i... No wiesz... Żartów. 
-Jakbym słyszała się w głowie. Nie wiem dlaczego on mnie uratował, przecież gdyby zginął... Ja nie wiem, powiesiłabym sie.
-Zrobił to z miłości. 
-Pewnie tak. Ale po jaką cholere ? Kto jest ważniejszy ja czy on ?
-Oboje jesteście tak samo ważni.
-Hm... Nie będę się z tobą spierać, ale serio niepokoję się.
-Nie masz czego, nie takie rzeczy mu się zdarzały. 
-Naprawdę ?
-Tak, tak. Obejrzymy coś ?
-Mam lepszy pomysł. Chodźmy na spacer, czekaj która to godzina... Za dwadzieścia piąta, pokażę ci zajebiste miejsce. Come on. - jeszcze poleciałam się przebrać, ponieważ moje ciuchy zostały bardzo naruszone, przez ten cały wypadek. Zarzuciłam na siebie to a włosy związałam bandamką tak
-No dłużej się nie dało ? - spytał Harry gdy już wyszliśmy.
-No wiesz co ! Kto to mówi ? Koleś który potrzebuje prawie godziny na ułożenie włosów.
-Pomyliłaś mnie chyba z Zaynem.
-Oboje jesteście siebie warci. Jesteście tacy sami. 
-Oh doprawdy ? A kto tylko stoi przed lustrem i narzeka na swoje włosy ?
-Haha, Zayn, ale ty też święty nie jesteś... Harry uważaj ! - krzyknęłam nagle spanikowana.
-Na co ?
-Kałuża. - odparłam spokojnie po namyśle. 
Harry zaczął się brechtać jednak mi nie było tak do śmiechu. 
-Z czego się śmiejesz ? Co by było gdybyś wpadł w kałuże ?
-Umiem dobrze pływać. - powiedział próbując powstrzymać śmiech. Pokręciłam głową z dezaprobatą i szłam dalej czekając aż on się napatrzy w swoje odbicie w kałuży. 
-Możesz już przestać ? - powiedziałam. On od razu ożył i poszedł za mną. Przeszliśmy przez kwiecisty skwerek - Wiesz, ostatnio widziałam w necie wasz udział w jakimś programie i... Tam prowadzącą była kobieta ciążąca, Niall siedział i za przeproszeniem miał wszystko w dupie, wy czterej próbujecie jej pomóc a on siedzi. Dlaczego tak było ? 
-Po waszym rozstaniu zamknął się w sobie, nie pamiętasz ? Nic go nie obchodziło. 
-Czyli przeze mnie nie pomógł ciężarnej kobiecie ? - spytałam bardzo poruszona. 
-Po części, ale... Po drugiej części nie. 
-Wszystko dzieje się przeze mnie. 
-Nie, nie. Nie przez ciebie. 
-Właśnie że tak. 
-Mówię ci że nie. 
-A ja że tak. 
-Nie kłóć się, nie wygrasz z siłą moich argumentów. Starszy jestem, lepiej wiem. 
-Jesteś starszy ode mnie dwa trzy miesiące !
-Ale jednak starszy. 
-Żebyś się nie zdziwił. Starszy wiekowo, a jak na razie to masz mózg dwunastolatka. 
Chyba go zgasiłam bo nie odezwał się ani słowem. 


________________________________________
I jak ? Mówię że nudne rozdziały piszę to nie! Jakiś taki nijaki ten rozdział ;D Ale poza tym chyba emocje opadły bo Niallerek żyje jednak ;***

środa, 15 sierpnia 2012

30. Simply day and... Wrong problem ! Oh no !

Macie tu Hazzę i się cieszcie ;D



Obudził mnie poranny chłód. Jednak zmarzłam, myślałam że będzie ciepło jak na Florydzie. Ah no trudno. Na skutek oczywistych podmuchów wiatru moja szczęka zaczęła skakać. Otuliłam się kocykiem i weszłam z powrotem do domu. O dziwo nikt nie wstał. Kyle'a już dawno pewnie ciocia zabrała, a babcia wyszła do pracy. Więc zostaliśmy sami. Było mi strasznie zimno. Podreptałam po schodach do pokoju i się w dodatku przewróciłam. Pisnęłam lekko z bólu, ponieważ miałam ranną nogę. Zatkałam sobie usta dłonią żeby nie pobudzić śpiących i wsunęłam się niczym kot do swojego pokoju. A propos kota, ciekawe gdzie jest Rubin. Pewnie pod moim łóżkiem. Pochyliłam się nad nim (łóżkiem) i zobaczyłam mojego śpiącego, szaro-rudego kotka. Ah... Mój ty staruszku. 
    Wzięłam poranny, zimny prysznic. A ponieważ zapowiadał się zimny dzień, włożyłam to i włosy lekko natapirowałam wraz z grzywką i poszłam na dół a tam... Zastałam Nialla.
-Nialler ? Kiedy zeszedłeś  ? Nie słyszałam cię. 
-Pięć minut temu. Ładnie wyglądasz.
-Dziękuję. - odparłam bezinteresownie. I wcale nie dlatego że nie obchodziło mnie to co powiedział,  tylko dlatego że przeżywałam wczorajszą rozmowę z Harrym. Postanowiłam nic mu nie mówić. 
-Zjemy coś ? 
-Nie mam apetytu.
Nialler wstał z fotela i podszedł do mnie. Jego wygląd z dzisiaj.

Jak myślicie jest ważny ? Powiecie w komentarzach, a teraz już wracam do opowieści. 
Ujął dłońmi moją szyję. 
-Musisz coś jeść, bo zasłabniesz. - powiedział ciepłym głosem.
-Człowiek bez jedzenia może wytrzymać nawet dwa dni. 
-Ale ty zaraz będziesz mieć anoreksję. 
-Przesadziłeś. 
-No co ? To prawda. Nie dasz mi nic na dzień dobry ? - zrobił mały dzióbek. Musnęłam jego usta tak szybko, że pewnie nie poczuł.
-Wow, bezboleśnie. - mruknął. Przewróciłam oczami i otworzyłam lodówkę. 
-Co zjesz?
-Jeśli ty czegoś nie zjesz to ja też nie. Oboje będziemy się głodzić.
-No co ty ? Niall !! Poświęcasz się dla mnie? W dodatku poświęcasz swoją miłość do jedzenia dla mnie? Trzeba to gdzieś zapisać, czekaj biegnę po kalendarz. Haha. - zaśmiałam się sztucznie - Nie, tak serio nie myśl o mnie, myśl o sobie.  Bądź samolubny jak Harry !! - pisnęłam. Ojoj, trochę za dużo powiedziałam. Fuck off Tori zamknij ryj ! Opamiętaj się ! - ten głos słyszałam w głowie. 
-Co ma z tym wspólnego Harry ? - Niall poruszał podejrzliwie brwiami. Po co ja to powiedziałam ?Shit !!
-Nic. - odwróciłam wzrok. 
-Gadałaś w nocy z Harrym ? Wiem, że cię nie było całą noc, ale nie podejrzewałem cię że byłabyś z Harrym.
-Zgadza się, gadałam i spałam na tarasie pod gołym niebem niczym hipis,  ale później... Niall ja się o nas martwię !
-Dlaczego ?
-Sama już nie wiem. 
-No właśnie, keep calm (chyba wiecie co to znaczy, a jeśli nie to to znaczy zachować spokój) i żyj nie umieraj. Będzie dobrze.
-Na pewno ?
-Pewnie.
-Tylko że Harry jest zły na nas, że my to robiliśmy. Powiedziałam mu wczoraj, szukałam u niego pomocy, ale on...
-On cię odrzucił bo nie mógł tego dłużej znieść. - dokończył ktoś wyłaniając się zza ściany. Rzecz jasna o wilku mowa. Harold. 
-Czego nie mógł znieść ?
-Że jesteście razem.
-Musisz się z tym pogodzić. Znajdziesz kogoś lepszego jak ja.
-Ale ty jesteś najlepsza. Chętnie bym się tobie teraz oświadczył, ale wiem że nie mam prawa.
-Co ? O czym ty pierdolisz ? - spytałam ze zdziwioną miną.
-Bo zrozum że ja cię kocham.
Wzrok przeniosłam na Nialla, natychmiast jego oczy płonęły, a on w duchu kipiał pewnie złością. Paliło się w nim. 
-Nie chcę być przyjacielem, nie rozumiesz tego ?
-Nie rozumiem, ale ja chcę być, najlepszym przyjacielem. Nie czuję do ciebie tego tak mocno jak do Nialla.
-Mówisz że to ja cię odrzucam, tak naprawdę ty mnie odrzucasz.
-Ja... Ja... Mam za dużo kłopotów już, próbowałam ci się zwierzyć ale gatka się powtarza ,Harry. 
Otworzył usta żeby coś powiedzieć, jednak zamknął je z powrotem. Tak myślałam, nie miał nic do powiedzenia. 
-Przepraszam cię za wczoraj. - powiedział i pogłaskał mnie po ramieniu.
-Czy ja o czymś nie wiem ? - spytał Niall tym razem. 
-Mówiłam ci już co się stało. A ja spałam na dworze, właściwie to zasnęłam tam, ale o to mniejsza. 
-Zamknijmy temat. Przyjaźń i koniec. 
-Cieszę się że załapałeś. Niall nie obmacuj mnie kochanie. - powiedziałam gdy ten zaczął mnie głaskać po pupie. 
-Nie moja wina że jesteś taka piękna i masz takie wspaniałe nogi od dołu do samej pupy. Nie mogę się powstrzymać.
-Mam rozumieć że ci się podoba moje ciało ?
-Kochanie mi się w tobie wszystko podoba ! - objął mnie w talii i pocałował w szyję odgarniając włosy z ramienia. 
-A tak w ogóle gdzie są wszyscy ?
-Babcia pojechała do pracy, wróci wieczorem a Kyle do cioci na weekend. 
-Czyli cała chata dla nas ?
-Zgadza się Haroldzie. - uśmiechnęłam się i pogłaskałam go po jego bujnych loczkach. 
-Możemy coś zjeść ?
-Lodówka do dyspozycji. Ja nie jem więc Niall też nie chce.
-Dlaczego nie jesz ?
-Bo nie mam apetytu. Weź lepiej ty zapisz to że Niall nie chce jeść w kalendarzu ! 
-Bardzo śmieszne. Jestem tobą zaniepokojony. Ostatnio prawie nic nie jesz, jeszcze umrzesz z tego głodu. 
-Daj spokój, dobrze wiesz że jest inaczej. 
-Inaczej jak ?
-Nie jest tak jak mówisz.
-W takim razie jak ?
-Po prostu inaczej.
-Nie wmówisz mi że nie jesteś głodna. Napewno masz ochotę na coś tylko nie jesz żeby się odchudzić. Masz figurę modelki i się jeszcze głodzisz.
-Ja Niall obserwuję cię i widzę pewne rzeczy. 
-Jakie znów rzeczy ?
-Zauważyłam że gapisz się na inne laski, chudsze ode mnie, dlatego próbuję im dorównać żebyś mnie kochał bardziej.
-Tori... Kochać znaczy akceptować człowieka takim jakim jest. Ja wcale nie... Ja... Ale... Naprawdę nie musisz się głodzić, mnie się podobasz taka jaka jesteś, jesteś ideałem kobiecości, czego powinienem więcej pragnąć ? Niczego, jesteś słodka i prosta, nie cierpię doskonałości, ale ty taka jesteś. 
-To dlaczego patrzysz się na inne dziewczyny ?
-Bo gdy patrzę na nie widzę w nich ciebie, każdy mi o tobie przypomina bo ciągle o tobie myślę. 
-Aż tyle myśli mi poświęcasz ?
-Tak. - po tych słowach mocno mnie przytulił - Nie głodź się, kocham cię i nie chcę żebyś to robiła. Nigdy więcej tego nie rób, bo wtedy jestem tobą zaniepokojony. Nie znam się na problemach dziewczyn, ale gdy one płaczą martwię się. 
-To jest bardzo miłe. 
Nic nie odpowiedział tylko ścisnął mnie mocniej, a ja jego. Wszyscy troje zdecydowaliśmy się na jedzenie. Usmażyliśmy naleśniki po irlandzku, ze starej receptury mojej prababci. Kuchnia była cała w mące i reszcie produktów. Hah, trzeba będzie to posprzątać. Niall bawił się tylko tym czymś czym się robi bitą śmietanę.
-Zobaczysz jaką będziesz miała minę gdy jednak to rozpracuję. - powiedział.
Gdy się odwróciłam śmietana wystrzeliła mi prosto w twarz.
-Wiesz Niall, nie chciałbyś wiedzieć jaką mam teraz minę. - powiedziałam i oblizałam się. 
-Ładny makijarz. - stwierdził Niall i po chwili się brechtał. 
-Ona ma na sobie śmietanę ! - krzyknął Harry i razem z Niallem niczym wygłodniałe wilki biegnące do jadła zaczęli się do mnie zbliżać powolnymi krokami. Nie miałam szansy na ucieczkę, rzucili się na mnie i powalili mnie na ziemię. Niall i Harry jak pies cieszący się na widok swojego pana oblizali moją twarz z bitej śmietany !! Dosłownie języczkiem. W końcu odepchnęłam ich od siebie.
-No co wy ! Od czego jest woda ? - spytałam odkręcając kran. 
-Ale nie mów że ci się nie podobało.
-Dostałeś kiedyś mąką w ryjek ? - Harry natychmiast zaczął się śmiać. Bez słowa wzięłam garść mąki sypiąc  mu na twarz. Była cała biała i przypominał mi teraz jakiegoś ducha. Tym razem ja razem z Harrym wybuchnęliśmy przeraźliwym śmiechem. 
-Tego nie będziemy z ciebie zlizywać. 
-Dobre Harry, piąteczka. - chłopak przybił mi piątkę. Tak, ta riposta go rozwaliła. 
-To cię zgasił. 
-Dobra, jesteśmy kwita. - powiedziałam i wzięłam trochę wody na szmatkę żeby go umyć. Tym razem spojrzałam mu w oczka. Stwierdzam zgon, bo morskie paczałki Nialla.
-Mmm... Oczka, kradnę. - mruknęłam i go pocałowałam w lekko czerwoną twarz w kąciku ust - Trzeba tu posprzątać. 
-Dobry pomysł. 

***Godzinę później***

No teraz ta kuchnia jakoś wygląda. Uwinęliśmy się w godzinę ze sprzątaniem. Przyszedł czas na wymyślanie dalszych zajęć.
-Więc... Chłopaki idziemy na zakupy ! No już ruszać się !! - zagrzałam ich gdy ci rozłożyli się na kanapach. 
-Zmęczony jestem. - rzekł Niall i znów coś wcinał. Jak myślicie co ? Żelki oczywiście.
-Nialler, Harry, to ja mam złamaną kość śródstopia i skręconą kostkę i mam ochotę łazić, a ty wy konie wielkie męczycie się po godzinie sprzątania ? Ruchy mi no.
-Po co mamy iść na zakupy ?
-Bo dawno nic sobie nie kupiłam. Pomożecie mi wybrać ładny strój na imprezę. 
-Jaką znów ?
-Nie wiem jeszcze, ale napewno gdzieś pójdziemy. 
-Serio ?
-Serio serio. Może znajdziemy ci partnerkę Harry. - puściłam do niego oczko.
-No to idziemy ! - zawołał Harry i się podniósł z kanapy, jednak... Niall jak siedział tak siedzi.
-Chodź bo już mi się kołuje w głowie od tego siedzenia w domu.
-Okeej. Dla twojej zdrowotności pójdziemy. 
-Dziękuję skarbie. Tylko muszę się przebrać. Chwila.
Byłam połowę drogi po schodach jak usłyszałam Nialla.
-Te laski.
-Słyszałam ! - wydarłam się zza ściany. 
-Nic nie mówiłem.
Uśmiechnęłam się triumfalnie i pobiegłam się przebrać. Ubrałam to
 Do tego moje beżowe botki i zeszłam na dół z torbą. 
-Ładnie. - powiedział Niall. Odpowiedziałam mu wielkim rumieńcem na twarzy i chłopaki pomogli mi zejść ze schodów. 
-Boli cię jak chodzisz ? - odezwał się znienacka Niall.
-Trochę, ale to nic.
-Jak można mieć tyle pecha i byś zadowolonym ?
-Wiesz Harry, trzeba byś optymistą. Żyje się raz.
-W sumie racja, ale do bólu jesteś szczęśliwa.
-Czyli mam nie być ?
-Nie to miałem na myśli. Jesteś strasznie dobrze nastawiona do życia. Umiesz płakać na zawołanie, potrafisz po prostu płakać, ale później nic sobie z tego nie robić.
-Nauczyłam się tego od was. - i tym razem ich twarze zdobiły wielkie rumieńce. Resztę drogi przeszliśmy w ciszy, wtem ktoś na mnie wpadł, a ja na ulicę przed którą akurat jechało auto. Otrząsnęłam się i wstałam. Jednak samochód był blisko. 
-Uważaj ! - krzyknął Niall i pchnął mnie na bok. Mnie nie stało się nic, ale za to Niall... Oh nie ! 
-Niall ! - krzyknęliśmy z Harrym jednocześnie i oboje byliśmy przerażeni. 


____________________________________

Jak myślicie, co się stało biednemu Niallowi ratując życie Tori ?
Pozostawiam was w niepewności. Przeżył czy nie ? Jak myślcie do dalej ? Domyślajcie się kochani ;***