niedziela, 24 czerwca 2012

13. Luck

Heja. Dzisiaj jestem trochę zdenerwowana, nie wiem z jakiego powodu, ale po prostu jeśli będzie dużo przekleństw w tym rozdziale nie wińcie mnie, tylko pewną osobę która mnie wkurzyła. A tak poza tym miłego czytania ;*** <333
-------------------------------------------------------------------------------
Macie tu Niallerka. Nie mogłam się powstrzymać, wybaczcie ; ) Dansuje jak ja. Moja krew, ma to po mnie ^^









-No więc co się stało? Bo wiesz, zwykle ludzie nie wpadają na szyby od samochodów tak nie umyślnie. - powiedział Liam, gdy Louis obkładał mnie lodem.
-O rany... Długa historia.
-Mamy czas.
-Okey, no więc cała opowieść zaczęła się z 22 czerwca na 23...
-Anika ! - przerwali mi.
-Okey, chciałam tylko odreagować to że ta sytuacja jest krytyczna. No więc Eli dała mi wyraźnie do zrozumienia, że jej szef szuka kogoś do pracy...
-Tu jesteś ! - krzyknął nagle ktoś. A ponieważ głos ten był dosyć głośny, ktoś musiał stać bardzo blisko. Spojrzałam w stronę usłyszanego głosu. Nie kto inny jak Eleanor. Pewnie dopiero mnie zauważyła, że wyszłam. Podbiegła do mnie natychmiast.
-Dobrze  że jesteś. Co się stało? Czemu tak nagle wybiegłaś? James nie dał ci pracy ? 
-Nie chodzi już o to. Jestem załamana, bo ciągle nic mi nie wychodzi. Od czasu gdy przyjechałam do tego Londynu, nic mi nie idzie. Myślałam że jestem gotowa na dorosłość, ale to nie działa w ten sposób. 
-Ale... - dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale przerwała. Pewnie sama była zdumiona tym wszystkim.
-Nie dał mi tej pracy. Powiedział, że znalazł już kogoś, przede mną i to dosłownie. 
-O rany... Bardzo mi przykro. Może coś jeszcze się wymyśli, Anika nie musisz się martwić i poddawać od razu, na tym polega dorosłość.
-Oh naprawdę? Naprawdę Eli ? Jesteś tego absolutnie pewna ? Ja sądzę że nie ! Nic już się nie uda, nic się nie wymyśli ! - rzuciłam gdzieś lód i pobiegłam zupełnie nie wiem gdzie. W stronę jakiś zabudowań. Chciałam usiąść gdzieś i pomyśleć nad wszystkim. Musiałam wymyślić coś, miałam duże zdolności, potrafię rysować, ogólnie kręci mnie sztuka, w szkole byłam uznawana za kujona, w dodatku te studia. No ale rachunki są niezapłacone, muszę się wziąć w garść. Spokojnie, pomyśl.
       Gdy tak myślałam, zerwał się wicher i deszcz. No to tylko tego mi brakowało. Jak najszybciej założyłam płaszczyk na plecy i ruszyłam w stronę centrum handlowego, w którym mogłam sie skryć. Może spotkam Jennifer. Muszę się komuś wypłakać w ramiona, bo nie wytrzymam dłużej tak. 


*****Piętnaście minut później******

Deszcz dawał o sobie znać. Byłam cała przemoczona, włosy mokre, ubrania przemoczone do suchej nitki,  w zasadzie byłam cała mokra jak już wcześniej wspomniałam. Pewnie wyglądałam jakbym wyszła z jeziora, ale no cóż zrobić. Natura jest czasem nieznośna. Nawet pomimo tej myśli, że wszystko się zjebało,byłam w przekonaniu że dłużej nie mogę się złościć na świat. 
    Poszłam w stronę łazienki. Po pierwsze miałam zamiar najpierw się doprowadzić do normalnego stanu. Tak więc stanęłam przed lustrem, zmyłam stary make-up, po czym poprawiłam rzęsy lekko maskarą, nie mogłam znaleźć błyszczyka dlatego też moje usta zostały w nienaruszonym stanie. Spojrzałam głębiej w lustro. "Gdzie ja byłam jak urodę rozdawali?" - pomyślałam i rozczesałam swoje już lekko wysuszone kudły. Tylko jeszcze te ubrania... O Bosz. Muszę je zmienić. Tylko skąd je wezmę ? - już wiem, może Jen mi pomoże, jeśli oczywiście nie skończyła teraz pracy.
    Poszłam poszukać jeszcze raz tego sklepu. Znalazłam, stał tam gdzie wcześniej. Zadowolona weszłam do środka i na szczęście Jen stała wykładając pudełka butów na półkach. Pośpiesznie podeszłam do niej. Nie zauważyła mnie, dlatego moja reakcja powinna być taka:
-Ekhem... - kaszlnęłam, żeby zwróciła na mnie wreszcie uwagę. Momentalnie podniosła głowę i gdy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się jak zawsze na mój widok. 
-O hej. Dawno się nie widziałyśmy. Jak tam twój chłopak? Spodobało mu się to jak wyglądasz ? 
-Taaak i miał minę jakby właśnie się dowiedział że jestem z nim w ciąży. - dziewczyna zachichotała i przerwała swoje zajęcie. Wyglądała świetnie, jasny sweterek, czarne rurki i szare vansy. Włosy spięte w warkocz z wywiniętymi pejsami. "Ma się ten styl" - westchnęłam w myślach. 
-Nie wyglądasz najlepiej. Zapewne burza się zebrała.
-Zgadłaś. Wiesz... Nie wiem czy wypada pytać, ale...
-Mów czego potrzebujesz. - przerwała mi patrząc prosto w oczy, co mnie coraz bardziej krępowało. 
-Ubrań. - odrzekłam krótko. 
-Mogłaś mówić od razu ! Mam zapas stroi w szatni, chodź wybierzesz coś sobie. - pociągnęła mnie za rękę do jakiegoś pomieszczenia na zapleczu. A tam... Nie to co w Polsce, ciemne i mroczne składziki, to był luksus normalnie. Kolorowo i przytulnie, ale nie zdążyłam dokładniej się przyjrzeć bo stanęłam nagle face to face z szafką jak w szkołach, tylko że ta była większa i pojemniejsza. Jen otworzyła ją a w niej? O Boże... Mnóstwo stroi na wieszaczkach. Moją uwagę tylko przykuł jeden, a mianowicie taki

Śliczny  był. Moja droga przyjaciółka, jeśli w ogóle mogę uważać ją za przyjaciółkę pokazała mi przebieralnie gdzie ubrałam ten śliczny kostium. Wyszłam i przejrzałam się w lustrze, jednym tylko minusem było to, że buty nie pasowały jakoś. 
-Co ? Coś nie tak? - spytała owa czarnowłosa.
-Em... Buty. - szepnęłam. 
-Pasują.
-Serio ? No skoro tak mówisz, to tak jest. Dzięki za pomoc, wreszcie wyglądam przyzwoicie. 
-Nie ma za co, wiesz że możesz na mnie liczyć. 
-No właśnie wiem. - uśmiechnęłam się - Rany... Niby jest w porządku ALE TO tylko pozory. 
-No to co się stało?
-Nie mogę znaleźć pracy. - odpowiedziałam i usiadłam na wiklinowym fotelu. 
-Masz chyba szczęśliwy dzień. Shady ma  posadę do obsadzenia, ale nie może znaleźć odpowiednich pracowników. 
-A kim jest Shady ? - spytałam zupełnie zbita z tropu. 
-Shady to mój przyjaciel, pracuje tutaj na drugim piętrze, wiem że znasz się na sztuce, więc dobra wiadomość jest taka że on jest szkicownikiem, rysuje różne rzeczy i je sprzedaje, ma mnóstwo klientów, portrety itd. Jesteś zainteresowana ? 
-Pewnie ! Dzięki, kocham cię. - skoczyłam na nią i cmoknęłam w policzek, po czym wybiegłam ze sklepu, żeby jak najszybciej znaleźć się na tym drugim piętrze które może zmienić całe moje życie. Znalazłam ten sklep. Dosłownie raj dla takich jak ja. Sprzedawał również przyrządy kreślarskie za które normalnie to bym zabiła. Rozglądałam się tak patrząc na wszystkie te rysunki i nagle:
-Dzień dobry ! W czymś pomóc? - spytał ktoś. Pewnie ten Shady. Momentalnie odwróciłam głowę w jego stronę. Był to przystojny i wytatuowany facet, około 25 lat. Długie,kręcone włosy, podobne jak Liam, ubiór nadzwyczaj normalny- bluza, koszulka i jeansy. To co chłopcy lubią najbardziej. Był cały umorusany w farbie. Pewnie też malarz. 
-Jennifer, pańska przyjaciółka powiedziała że szuka pan kogoś kto lubi rysować i jest w tym dobry. Błagam nie znalazł pan nikogo, prawda ? - splotłam dłonie i głupkowato się uśmiechnęłam. 
-Anika Serdecka ? - odpowiedział mi na pytanie pytaniem.
-Tak ? Mówiła o mnie?
-O taak. I to dużo. Witam w firmie. - wziął mnie za rękę i ucałował ją. Milutkie uczucie. Jaki gentelman, nie spodziewałabym się. 
-No więc mam tę pracę?
-Tak, od początku gdy tylko usłyszałem z ust Jen o tobie, chciałem ci ją dać. 
-Serio? Dziękuję, ratuje mi pan skórę.
-Proszę, mów mi Chris. 
-Okey, Chris, dzięki nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna. Mogę cię przytulić ? - spytałam i bez zawahania delikatnie go przytuliłam klepiąc lekko po plecach. Ostatnio kocham wszystkich. 
-Muszę tu codziennie przychodzić ? 
-Niee... Pracujesz dwa razy w tygodniu. Robisz jakieś szkice i mi przynosisz. Wynagrodzenie wynosi 2 000 funtów tygodniowo.
-Tygodniowo ? ! - zrobiłam ogromne oczy.
-Mhm. Mamy coraz to więcej klientów, ludzie kupują moje obrazy, ale dzięki tobie chyba będą więcej kupować. 
-Nie wierzę w swoje umiejętności, ale postaram się. 
-Wierze że będzie dobrze. No to może... Potrzebujesz jakiś przyborów ? Pokażesz mi co potrafisz? Tutaj, chyba że nie masz czasu.
-No nie za bardzo. Potrzebuję jedynie akwarel i grubych pędzli. Namaluję Tower Bridge  i przyniosę jutro, dobrze?
-Nie ma problemu. Proszę bardzo. - mężczyzna podał mi w reklamówce to czego potrzebowałam. Bardzo szybko, jakby przewidział.
-Dziękuję. - odpowiedziałam i się pożegnałam. Byłam taka zadowolona. Wreszcie mam prace o której zawsze marzyłam. Jeszcze na dodatek szef jest taki miły. 
       Kiedy tak szłam sobie radosnym krokiem spotkałam Niallera. Chciałam jak najszybciej go przytulić. Jestem mu winna spotkanie i... Przy okazji buziaka oraz przytulasy. On mnie nie widział, podbiegłam do niego  i rzuciłam mu się na szyję. Dosłownie tak - kliknij, a zobaczysz jak. On złapał mnie szybko i spojrzałam na niego z góry, po czym pocałowałam prosto w usta. Tak to wyglądało (jak coś to fotomontaż Ariany Grande, która jest bohaterką mojego opowiadania jako Anika i Nialla)
Postawił mnie, ponieważ troszeńkę przesadziłam, za dużo czułości i to publicznie.
-Mm... Słodko, co tu robisz? - spytał.
-Dali mi pracę! 
-ŚWIETNIe, tylko żeby znów nie było że ci ją odbierają.
-To mi nie grozi. No chodź blondasku, przytulisz mnie ? - nawet nie czekałam na odpowiedź, tylko mocno go uściskałam - Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. - powiedziałam gdy już się wyswobodziłam z tego uścisku. Chłopak złapał mnie za rękę i zaczęliśmy gdzieś iść. 
-No masz rację, nie wiem. Ej, czemu masz takie czerwone czoło ? Te, te weź sie tu obróć w moją stronę. - Niall złapał mnie za brodę i zwrócił moją głowę w jego stronę. 
-Eee... Walnęłam w szybę od waszego zacnego vana. I boli.
-Wiem co ci pomoże. 
-Co takiego ?
-Buziak. No daaaj. - blondas zaczął się przybliżać, a ja żartobliwie cofałam głowę. W końcu pozwoliłam się pocałować, te pocałunki zwykle trwały tak krótko... Nie chciałam żeby się kończyły. Niall zaciągnął mnie gdzieś w głąb centrum i posadził na parapecie przy ścianie. Sam stanął przede mną i zaczął mnie całować. Objął w talii i nareszcie poczułam się bezpiecznie. Nie minęła chwila jak coś błysnęło, co mnie oślepiło. Spojrzałam w stronę błysku. O nie... To był jakiś fotograf ! Paparazzi na dodatek. Już miałam dość tego wszystkiego. Szybko zasłoniliśmy się byle gazetą i uciekliśmy z tego miejsca. 
-Niall... O nie... - jęknęłam. 
-Nie martw się, będzie dobrze. Niczego nam nie udowodnią.
-Hm... No pewnie tak. - i przez przypadek spojrzałam na pierwszą stronę tej gazety, to jakiś magazyn był. I gdy tylko zobaczyłam jeden z podtekstów, zamarłam. 





-------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało. Liczę na komcie z waszej strony i thx za nie z góry .♥ Jesteście najlepsi ;)
Strzałka ^^




sobota, 23 czerwca 2012

12. Case or destiny ? Good qwestion

Hello Direcioners ! Jestem straaaaaaasznieeee chora (cholerna gorączka) na szczęście już mi przeszło ale mama panikuje dlatego piszę ten rozdział w domku w łóżku cieplutkim i pod kocykiem. Wgl. nie wolno mi wyjś c łeee ;/// No ale przynjamniej jest ten rozdział. Miłego czytania ;****

-----------------------------------------------------------------

Byłam totalnie zaskoczona, no ale cóż miałam powiedzieć ? Nic, NIallerek pokazał pazur i to się liczyło.
     Usiedliśmy na pobliskiej ławce, Niall - zupełna oaza spokoju, tylko wymachiwał ręką w dziwny sposób. Pewnie dlatego, że pierwszy raz uderzył kgoś prosto w zęby i boli go ręką. Na dodatek Maciek ma twardą szczękę i co dziwniejsze jest bokserem. Ćwiczy ten sport już od paru lat, ale i tak teraz nawet ja bym go pokonała, jest za słaby.
    Teraz już nawet nie przejmowałam się tym wszystkim, tylko szłam z Niallerem bez sensu przez chodnik.
-To było takie niesamowite. - powiedziałam po chwili.
-Wieem, ale już nigdy więcej nikogo nie uderzę, to boli... - chłopak próbował jakoś odeprzeć ból, ale nie wychodziło mu to, udawał przy mnie twardziela ale w głębi duszy na pewno piszczał jak mała dziewczynka. Patrzałam z współczuciem i jednocześnie z zadowoleniem, to że naprawdę potrafił mnie obronić było godne podziwu. W końcu chyba ból minął, bo blondas przestał. "On jest taki słodki, gdy boli go ręka" - pomyślałam z uśmiechem.
-Z czego ha ? Może podzielisz się tym ze mną ? - spytał przybliżając do mnie swoją twarz bardzo blisko.
-A może nie ? - odpowiedziałam mu na pytanie pytaniem, po czym odepchnęłam jego twarz  -Jesteś taki kochany. - powiedziałam cicho - Obroniłeś mnie, przed Maćkiem, nikt nigdy dla mnie czegoś podobniejszego nie zrobił. 
-Mówiłem ci, że cię kocham. Gdzie ty byłaś całe moje życie? Wiedziałem że na świecie istnieje moja druga połówka i to ty nią cały czas byłaś, ale... Nie mogłem cię znaleźć, to ty znalazłaś mnie. 
-Wiedziałeś że to będe ja ?
-Wiedziałem to  wszystko od początku gdy cię zobaczyłem. 
-Hm... Ja z początku nie miałam o tobie dobrego zdania, ale... Jak już  cie poznałam bliżej zobaczyłam to czego nie widać - że jesteś kimś innym, nie tym kogo postrzegają ludzie, jesteś naprawdę wrażliwym chłopakiem i naprawdę walecznym, zawsze wiesz jak mnie pocieszyć, zawsze wiesz jaki tekst powiedzieć żebym wiedziała że życie może być piękne, że ważne są wygłupy a nie smutek, tym kto potrafi się ze mną drażnić tak, żeby nie uszkodzić moich uczuć, tym kto potrafi zjeść dwadzieścia pizz, ale nadal jest szczupły i nie leci co chwilę do toalety żeby... I nie skończę, bo to ohydne, kimś kto wie czego chce, kimś kto nie gardzi tym co daje mu życie, nawet jeśli to beznadziejne, tylko przyjmuje z uśmiechem i nawet jeśli ma ochotę wtedy walnąć łbem o ścianę, wie że nic więcej nie może mieć, tym kimś kto tryska optymizmem i zawsze zaraża śmiechem, tym kimś kto nie potrafi patrzeć na łzy, bo sam leje krople ze swoich oczu, ktoś kto gra na gitarze tak jak jeden z Beatlesów, lub nawet lepiej, ktoś kto daje mi tyle do myślenia swoimi nawet bezsensownymi słowami, ktoś kto po raz pierwszy odwzajemnia moje uczucia. - Niall milczał, ale lekko się uśmiechał. Jego włoski niestety przysłaniały mu trochę twarzy, więc nie widziałam zbytnio jego miny. 
-Co tak ucichłeś ? - spytałam po chwili, ponieważ ta grobowa cisza dała mi się we znaki. 
-Znasz mnie chyba lepiej niż chłopcy. - niby odrzekł z uśmiechem, ale tak naprawdę był zawstydzony.
-Jesteś piękny. - powiedziałam znów bez zastanowienia.
-O nie... Nikt nie jest piękniejszy od ciebie. 
-Wiesz że dziewczyny lubią to słyszeć?
-Taaak, wiem. - westchnął żartobliwie. Myślałam że znów wybuchnę śmiechem, ale bolała mnie już twarz od tego uśmiechania, że już nie mogłam. To był taki przyjemny ból, więc lekko zachichotałam. Przez przypadek spojrzałam na zegarek i bardzo dobrze, bo gdyby to się nie stało pewnie nie pomyślałabym o tym co mam zrobić. Było po piętnastej, jestem spóźniona ! Eleanor mnie zabije. Pożegnałam się z Niallem, usłyszałam jeszcze jakieś zdziwione "ale" i pobiegłam w stronę placu głównego. Na szczęście Eleanor była na miejscu nerwowo spoglądając na zegarek. Gdy mnie zauważyła od razu ruszyła w moją stronę.
-Dobrze że jesteś, bałam się że wpadłaś pod samochód czy coś. - uff... na szczęście nie zaczęła od: "Gdzie się szlajałaś?!" , ale wiem że to nie w jej stylu. 
-Chyba pomyliłaś mnie z Louisem. 
-Heh. No chodź kujonku mój mały, szef czeka. - pociągnęła mnie za rękę. 
-Nawet ty ? - jęknęłam. Wszyscy nazywali mnie kujonkiem, ponieważ miałam aparat stały i te czarne nerdy na oczach. Nie wiem skąd ona to wie, ale już się do tego przyzwyczaiłam. 
-Ale za to słodki. - uśmiechnęła się, no trudno, niech tam będzie, przynajmniej mam przezwisko. 


****Po godzinie*******


Doprowadziła mnie skrycie do ogromnego budynku. Miał chyba ze sto pięter, ale my weszłyśmy na szczęście do windy, gdzie znalazłyśmy się na siódmym piętrze. Przeszłyśmy wąskim korytarzem do jakiejś innej części budynku szklanymi drzwiami i stałam przed dużymi, hebanowymi drzwiami. 
-Okey, teraz cię zostawię. Musisz wejść tam sama, bo tam jest taki stażysta, który ciągle mnie podrywa,co denerwuje Louisa, dlatego na wszelki wypadek zostanę tutaj. No to powodzenia. Powiedz że jesteś od Eleanor Calder. 
-Dzięki za wsparcie. - pokazałam jeden kciuk i wzięłam  głęboki oddech - Okey, pukam.
-Spoko, żebyś się  nie zmęczyła. - zaśmiała się modelka, przesłałam jej załamane spojrzenie i delikatnie zapukałam do drzwi. Zza "prostokąta z klamką" usłyszałam tylko sympatyczne: "proszę" i weszłam do środka. Zwyczajne biuro, chyba nie muszę wam tego opisywać. Typowe, modowe biuro. Mężczyzna siedzący za biurkiem coś pisał, ale gdy weszłam zaprzestał i uśmiechnął się pokazując na fotel po drugiej stronie. Wyglądał dosyć normalnie i młodo, Latynos - mulat, podobnie jak Zayn, tylko że ciemniejszy, czarne włosy zaczesane do tyłu na żel, czerwona koszula schludnie zapięta , jeansy i błyszczące pantofle, nic dodać nic ująć - hiszpan jak nic. 
     Usiadłam nieśmiało na wskazanym miejscu kładąc torbę na kolanach. 
-Jestem od Eleanor Calder. - powiedziałam po chwili gdy ten z zaciekawieniem przyglądał mi się nerwowo okręcając w dłoni pióro. Położył go i nadal mi się przyglądał. 
-Witam w firmie. - odrzekł z uśmiechem i wreszcie mogłam w duchu odsapnąć. Wydawało mi się, że coś ze mną nie tak, ale facet chyba lubił się zgrywać z nowo zatrudnionych - Jacob, podaj pani kawę. - mężczyzna pstryknął palcami nie odrywając ode mnie wzroku. Nie sprzeciwiłam się, nawet z faktem że nie wolno mi pić kawy. Podszedł do mnie jakiś chłopak z filiżanką kawy na tacy. Pewnie ten adorator Eli, nie zwróciłam zbytnio uwagi na jego wygląd, bo szybko odszedł gdy chwyciłam filiżankę. Połknęłam łyk i położyłam na stolik obok.
-No więc chodzi o to że Eli powiedziała mi, że potrzebujecie kogoś kto w miarę zna się na choreografii, czy jest ta propozycja nadal aktualna ?
-Em... Była. 
-Jak to... BYŁA ? Nie rozumiem.
-Już znaleźliśmy profesjonalistę, przed panią przyszedł.
Milczałam. To było jakieś paranoiczne, ciągle coś mi nie wychodziło. Najpierw jedna ; nie wypaliła, teraz druga; nie wypaliła. No co to kurde ma być ?! Nic mi nie idzie, chyba wrócę już do domu, do Polski, nie wytrzymam tego dłużej.
-No cóż... Dziękuję i do widzenia. - powiedziałam ze smutną miną.
-Naprawdę mi przykro.
-Nie no w porządku, tylko rzecz w tym, że nie mam jak się utrzymać i... Nieważne, po co ja się panu zwierzam z własnych problemów. To nieistotne, dowidzenia.
-Do widzenia. Miło mi było poznać.
Rzuciłam tylko krótkie spojrzenie i wyszłam z pomieszczenia. Wiem, że Eli chciała pomóc i... W ogóle chciała dać mi szansę, ale chciałam chwilę pobyć sama, żeby pomyśleć o tym wszystkim. Na zewnątrz czekała już na mnie. Nie nudziła się, bo przeglądała jakiś magazyn. Choć trwała ta chwila jakieś pięć minut,  ja myślałam że to wieczność. Wybiegłam nawet na nią nie patrząc. Nie wiem czy zauważyła czy też nie, ale mniejsza o to, wybiegłam z całego budynku po schodach prawie się zabiłam. Szłam gdzieś uliczkami, w ogóle nie wiedziałam gdzie i nagle... Uderzyłam o coś czołem, co sprawiło że mnie odparło do tyłu, upadłam na plecy z zamkniętymi oczami. Tak, uderzyłam w szybę samochodu, po moim zdziwieniu zobaczyłam twarz Louisa i Liama, którzy pomogli mi się podnieść. Przez nieuwagę pewnie wpadłam na ich samochód. Czułam ostry ból, ale próbowałam nie płakać.
-Anika ! Żyjesz ? - spytał Louis prowadząc mnie za rękę i trzymając rękę na mojej talii, podprowadził do swojego vana i kazał usiąść na stopniu. Zrobiłam to o co prosił. Po chwili usiadł obok mnie Liam.
-Co się stało ? - spytał.
-Nie wiem, biegłam i nagle uderzyłam w szybę. - odparłam trzymając dłoń na czole.




Cdn.


------------------------------------------
Sorry, że taki krótki ale śpieszę się na urodziny do koleżanki i wiem że wszyscy czekają, dlatego proszę bardzo. Liczę na komcie i danke z góry ;***

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Job... And suprise ! Nooo....

Hello. Oto wygląd Aniki z tamtego dnia <333 Oraz macie tu Niallerka .♥

Sorry że takie rozmazane ale chodziło mi tylko o jego fryzurę <333











Cała noc była wyspana, tylko nie za bardzo miałam fajne sny. Śniło mi się między innymi, że Klemens chce mnie zabić, przyszedł do mnie z nożem i chciał ukatrupić, na szczęście znalazł się tam też Niall i mnie uratował. Dziwne te sny już mam. Ostatnio coś zaczyna się ze mną niedobrego dziać.
 Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek. O wow... Trochę sobie pospałam.  Było już po jedenastej. Po cichu zeszłam z drabinki tak, żeby nie obudzić nadal śpiącej mojej sister. Szybko przebrałam się w swój kolorowy kubraczek, podpięłam paskiem i założyłam jedyną parę bucików jakie miałam, czyli czerwone converse. Postanowiłam nie budzić w żadnym wypadku mojej siostrzyczki, więc tylko rozczesałam swoje czarne włosiska, lekko na piankę i pobiegłam na dół sprawdzić czy Eli już wyszła do pracy, miałam się z nią spotkać na głównym placu o czwartej, tak, żeby spotkać się z jej szefem. , nie zrozumiałam zbytnio ale mam Niallerka i resztę One Direction które mogą mnie zaprowadzić do celu. Nie miałam zamiaru grzebać dziewczynie po szafkach, postanowiłam zjeść na mieście. Tak więc chwyciłam torbę, wrzuciłam do niej portfel, błyszczyk, telefon i resztę "babskich śmieci", po czym wyszłam zamykając jeszcze dom na klucz. Ada niech sobie śpi i myśli później że mnie porwali, co tam... Do odważnych świat należy. Pomyślę sobie jak optymista - oj tam, zadzwonię do niej później ,będzie dobrze.  Tak więc udałam się najpierw do jedynej knajpy do której znałam adres, czyli do Nando's. Oczywiście to jest ulubiona restauracja tego mojego żarłoka, Niallera dlatego też ją wybrałam. Była wspaniała pogoda, dlatego na miejscu zasiadłam się wygnie na zewnątrz. Po chwili podeszła do mnie kelnerka i podała kartę menu nadal przy mnie stojąc. Wybrałam sobie naleśniki na wodzie gazowanej, polaną syropem klonowym i herbatę earl grey - typowe pożywne śniadanko. Gdy tak wyczekiwałam swojego dania, zadzwonił mój telefon. Natychmiast odebrałam nawet nie patrząc na ekran.
-Hallo ?
-Cześć króliczku. - powiedział ktoś po angielsku. Od razu po tym "króliczku" zczaiłam że to Niall.
-Cześć zajączku. - zaśmiałam się.
-Słyszałem że dostałaś pracę u szefa Eleanor.
-Dobrze słyszałeś. A ty co nagle takie czułości słowne do mnie ? Czego chcesz ? - od razu wiedziałam że czegoś ode mnie chce. Zwykle tak się do mnie nie zwraca aż tu nagle zmiana.
-Dlaczego myślisz że jak mówię do ciebie z taką miłością to coś chcę ? Nie doceniasz mnie... Ja ciebie zawsze kocham.
-Nie wnikam. No ale serio czegoś chcesz?
-Niee... Chciałem tylko usłyszeć twój głos, tęsknię.
-Ja teeż. Spotkamy się później ?
-No nie wiem, jest mały problemik. Jedziemy w trasę na dwa tygodnie.
-N-na dwa ? T-tygodnie ? - spytałam jąkając się na dodatek.
-No co ty, żartuję... - chłopak wybuchnął śmiechem a mi wcale nie było do śmiechu w tej chwili - Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Gdzie jesteś ?
-A po co ci to wiedzieć ?
-Powiedz po prostu.
-W Nando's. - odparłam bezinteresownie i właśnie w tym momencie podeszła do mnie kelnerka stawiając mi pod nosem zamówienie. Od razu się rozłączyłam i zaczęłam jeść. Jadłam go dosyć powoli żeby zmieścić się w czasie. Po jakiś dziesięciu minutach coś nagle zakryło mi oczy. Wypadł mi ze strachu widelec z dłoni. Odepchnęłam czyjeś dłonie i gwałtownie się odwróciłam. Nie zgadniecie kogo zobaczyłam. Niallerka ! Fuck, szybki jest. Spojrzałam ogromnymi oczkami a minę miałam pewnie komiczną. Bez słowa wpatrywałam się jego oczy a on w moje, w końcu on przerwał tę dziwną sytuację:
-Doszedłem najszybciej jak się dało. - powiedział i cmoknął mnie w policzek, co sprawiło że się "ocknęłam". Wyglądał nieźle, a jego włosy po prostu były boskie. Widziałam go dosłownie wczoraj a wydaje mi się że nie widziałam go jakieś miliard lat. Nie wiedziałam że tak szybko mu włosy odrosły, był dosyć długie i na szczęście był blondynem nadal, ale lekko był ciemne w końcówkach. To co zwykle na sobie, czyli zwyczajna, niebieska bluzka zapinana w kołnierzyku i opuszczone jeansy i adidasy. Nic szczególnego, ale moją uwagę bardziej przykuły włosy. Ja nie wiem co on właśnie zrobił z nimi że są inne niż wcześniej. Po cichu przybliżyłam się do niego gdy usiadł naprzeciw mnie. Byłam taka ciekawska że przed nieuwagę usiadłam mu na kolanach i zaczęłam czochrać po włosach.
-Coś mam na włosach ? - spytał po chwili.
-Niee... Ale one są jakieś inne... Coś ty z nimi zrobił że są takie boskie ?
 - dosłownie przytuliłam się do niego. Już nie chodziło o jego wygląd ale o to że tu był. Strasznie chciało się do niego przytulać dzisiaj, takie nienaturalne uczucie. Nawet już nie jadłam tego całego śniadania tylko zajęłam się przytulaniem mojego chłopca.
-Nagle się do przytulania zabrałaś ?
-A co ? Nie podoba ci się  ?
-Podoba, podoba.
-To nie marudź. - cmoknęłam go w policzek i oparłam o jego klatkę piersiową. Było tak mi fajnie. Pierwszy raz się cieszę jak nic gdy go widzę, po prostu nagle poczułam że mogę go stracić, że ktoś inny na niego czeka. W końcu zaczęło mi się robić tak niewygodnie i opuściłam jego "bardzo komfortowe" kolanka, po czym usiadłam na swoje miejsce spowrotem.
-Pierwszy raz się tak do mnie przytuliłaś. - stwierdził Niall gdy dokończyłam jeść naleśniki i zapiłam herbatą.
-No wieem. Nagle poczułam że ciebie może ze mną nie być wkrótce.
-Dlaczego ? Ja bym ciebie przecież nie zostawił nigdy, dobrze o tym wiesz.
-Wiem, wiem.
-Może dostanę coś dzisiaj jeszcze ? - Niallerek uśmiechnął się podejrzanie.
-A co chcesz ?
Blondas oblizał zjadliwie usta.
-Nie mam nic do jedzenia, haha. - zaśmiałam się - Wszystko zjadłam przed chwilą.
-No wiesz że nie o to mi chodzi.
-A o co ? - od razu po tych słowach skapnęłam się że chodzi mu o buziaka i to w usta. No co mi tam, do odważnych świat należy. Zbliżyłam się do niego przez stolik on to samo i musnęłam lekko jego wargi, a w nich zaświeciło się coś metalowego. Podejrzewam że ten nieszczęsny aparat.
-O jak słodko. - powiedział. Wstaliśmy od stołu, Niall uparł się żeby za mnie zapłacić, więc nie było wyboru, musiałam się ugiąć. Ruszyliśmy gdzieś na spacer. Znów chciał się trzymać za ręce. Pozwoliłam zrobić ze sobą co chciał. Kiedy go trzymałam naprawdę czułam się bezpiecznie.  On znów wplótł swoje palce w moje, co dawało mi jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa. Nie wiedziałam gdzie chce mnie zatargać, ale dzisiaj niech sobie robi co chce. Zaprowadził mnie do jakiegoś magicznego miejsca, zwanego centrem handlowym. No trudno i ja znów powtórzę: do odważnych świat należy. Niall znów się uparł, że chce mi coś kupić, uznał że to będzie taki wczesny prezent pół-osiemnastkowy. No trudno, zgodziłam się. Pozwolił mi wybrać wszystko co mi się podoba. Ale ja uznałam, że nie będę wydawać jego całej kasy, nie jestem rozpieszczona. Dałam sobie kupić jedynie nowe converse, tym razem inny kolor - czarny oraz nowe szpilki. On był taki kochany, ta cała cudna chwila nie trwała za długo, bo wracając  z zakupów zadzwonił mój telefon. Jeszcze nie miałam świadomości że humor mi się popsuje, gdy już go wyciągałam, ale po spojrzeniu na ekran znów mnie zatkało. To był Maciek (mało o nim wspominałam), adorator z mojej starej szkoły z Polski. Maciek nie był typem chłopaka irytującego, tak jak Klemens, ale był nieco zaczepny, co sprawiało że za każdym razem kiedy już słyszałam jego głos zwrócony do mnie, czułam się zdenerwowana. Taki nawyk po prostu, ale nie byłam nim za bardzo zaabsorbowana jak to inne laski z mojej szkoły, ja go po prostu unikałam. Bez pośpiechu odebrałam.
-H-hallo ? - spytałam z zająknieniem i pot oblewał mi nawet nie tylko czoło, ale też i plecy.
-Cześć. - usłyszałam po polsku, ledwo co, ponieważ bałam się tylko powodu jego telefonu.
-H-hej. O co chodzi ? - spojrzałam na Niallera wystraszoną miną. Pewnie wyglądałam przekomicznie w tej chwili, ale naprawdę byłam zaskoczona.
-Tęsknię za tobą.
-Świetnie i co jeszcze ?
-Spotkajmy się.
-Jak ty chcesz się kołku spotkać skoro ja jestem w Angli ?! - spytałam i dosłownie czułam się jakbym rozmawiała z jakimś niedorozwiniętym i niemyślącym idiotą.
-Ja też jestem w Angli. - zatkało mnie, dosłownie mnie zatkało. Miałam ochotę teraz paść komuś na kolana i walnąć głową w ścianę. To była jakaś paranoja. Koleś mówi że jest w Angli, miałam już dosyć tego wszystkiego.
-Możesz powtórzyć ?!
-Jestem w Wielkiej Brytanii, niedosłyszysz ?
-No wiesz Maciek, trudno jest dosłyszeć coś co cię zamurowało. Weź nie zgrywaj się, nie chcę nerwów.
-Nie no serio.
-Przestań sobie jaja ze mnie robić !
-Ale ja nie żartuję.
-Tak, tak jasne. Weź mi daj spokój.
-Okey, jak chcesz.
-No dziękuję żesz wreszcie pojął to co mówię ci do tej głupiej mózgownicy od dobrych pięciu lat ! - krzyknęłam i się rozłączyłam. Schowałam ze złością telefon do torby i spojrzałam znów na mojego chłopaka. Był wyraźnie zaskoczony, powinnam mu chyba powiedzieć o wszystkim. Chociaż wcale nie wierzyłam że Maciek jest w Polsce, coś kazało mi zaufać. Ale na szczęście miałam Nialla, on zawsze może mi pomóc. Po prostu czułam bezpieczeństwo przy nim.
-Coś nie tak ? - spytał po chwili.
-Nie. - rzuciłam krótko - A wiesz... Właściwie to tak, zgadnij kto do mnie zadzwonił ! Maciek ! - i te słowa nie były wypowiedziane z radością, wręcz przeciwnie z załamaniem.
-I co powiedział ?
-No że jest w Angli.
-Pff... Jasne...
-Też tak uważam. - odparłam i spuściłam głowę. Poczułam po chwili czyjś dotyk na plecach. Nie czyj inny jak Niallera -  I co teraz? Jeśli to prawda ?
-Nie mam pojęcia. Ale w razie czego ja cię przecież obronię.
-No tak, ale... On mi nie da spokoju.
-Załatwię to z nim, nie masz się czego obawiać.
-Dokładnie masz rację. A teraz chodźmy.
Wybraliśmy się do parku. Miałam jeszcze mnóstwo czasu do spotkania z szefem Eleanor, więc spacer mógł mi go zająć. Usiedliśmy na ławce, musiałam jakoś się wyluzować, niestety nie mogłam bo ciągle myślałam o Maćku, z jednej strony wierzyłam że robi sobie ze mnie jaja, ale z drugiej wydawało mi się być to wszystko bardziej wiarygodnie niż kłamstwo. Moje zdenerwowanie dało się zauważyć, ale Niall oczywiście tego nie widział w tej chwili. Usiadłam po turecku i oparłam się na udach o łokcie. Nagle poczułam czyjeś dłonie na oczach. Nie no po raz drugi ktoś mnie skazuje na ciemność. Nie, to napewno nie był ten blondas co koło mnie siedzi, to był kto inny. Moje obawy były jednoznaczne - Maciek albo nie wiem kto. Możliwe jeszcze że Ada, ale mało prawdopodobne. Odepchnęłam czyjeś ręce i się odwróciłam. Miałam rację, bo ich właściciel był tym kogo podejrzewałam że był. Czyli niejaki Maciej.Był ubrany jak skate.Zwyczajny, kolorowy t-shirt, spodnie opuszczone w kroku i adidasy oraz czapka. O nie... O nie... To jest dziwna sytuacja, coraz bardziej kłopotliwa. Z rozdziawioną buzią patrzałam mu w oczy.
-Ty... Ty... - tylko tyle mogłam powiedzieć - Zwariowałeś ? ! - chłopak spojrzał na mnie znów, później na Niallera.
-Anika... Mówiłem że nie żartuję.
-Mniejsza. Czego ty ode mnie chcesz ?
-No co ty, nie pamiętasz że chodzimy ?
-Yyy... Co ? No chyba nie.
-Ej koleś, weź zrób miejsce, moja dziewczyna w towarzystwie takiego kogoś ? - Maciek totalnie przegiął. Niall wstał gwałtownie z ławki, ale ja go zatrzymałam. Wiem do czego jest w tej chwili zdolny.
-Spokojnie. - uspokoiłam go - Nigdy nie byłam twoją dziewczyną, co ty sobie ubzdurałeś ? W ogóle co ty tu robisz ?
-Chciałem cię odwiedzić, zatrzymam się u brata.
-Ale ja nie chcę cię widzieć!
-Ej, ludzie o co chodzi ? - spytał Niall - Czego ty od niej chcesz, co ?
-A ty chłoptasiu w mordę chcesz ? - o nie... Bałam się że zaraz tu do rękoczynów dojdzie. Niall na szczęście opanował się.
-Ja się nie biję synku, ze względu na Anikę.
-Taki twardziel z ciebie ? - i to chyba zirytowało Horana. W pewnej chwili bałam się co zaraz się stanie. Nim się obejrzałam Niall... On... Dał Maćkowi prosto w zęby. Ten upadł na ziemię z bólem. Ja spojrzałam najpierw na niego, później na Niallera zupełnie zdezorientowana. Gdy Maciek chciał się podnieść blondas jeszcze kopnął go w bok. Nie no, brutalne zagranie. Ale cieszę się że Niall mnie obronił. Uciekliśmy z miejsca zdarzenia, gdy Maciek zaczął dochodzić do siebie. Nie miałam zamiaru mu wcale pomagać, po prostu nie chciałam mieć z nim do czynienia. JUż dawno ktoś powinien mu nagadać i dać w twarz raz a porządnie, w naszym przypadku były to dwa razy ale nie wnikam. Po prostu należało mu się to z każdej strony. Wreszcie popamiętał. Z ostatnich godzin zapamiętałam tylko jedno - Niall potrafi bronić tych których kocha, nawet jeśli by go to przerażało i przede wszystkim to, że jest twardy i odważył się kogoś uderzyć. Nic nie mówiłam całą drogę, byłam pod wrażeniem.



----------------------------------------------------
No ludziska, jeszcze w piątek gdzieś o dziewiętnastej zrobię chat na blogu na tym niebieskim okienku. Wbijajcie, będziemy mogli wszyscy pogadać.
Strzałka ^^