sobota, 23 czerwca 2012

12. Case or destiny ? Good qwestion

Hello Direcioners ! Jestem straaaaaaasznieeee chora (cholerna gorączka) na szczęście już mi przeszło ale mama panikuje dlatego piszę ten rozdział w domku w łóżku cieplutkim i pod kocykiem. Wgl. nie wolno mi wyjś c łeee ;/// No ale przynjamniej jest ten rozdział. Miłego czytania ;****

-----------------------------------------------------------------

Byłam totalnie zaskoczona, no ale cóż miałam powiedzieć ? Nic, NIallerek pokazał pazur i to się liczyło.
     Usiedliśmy na pobliskiej ławce, Niall - zupełna oaza spokoju, tylko wymachiwał ręką w dziwny sposób. Pewnie dlatego, że pierwszy raz uderzył kgoś prosto w zęby i boli go ręką. Na dodatek Maciek ma twardą szczękę i co dziwniejsze jest bokserem. Ćwiczy ten sport już od paru lat, ale i tak teraz nawet ja bym go pokonała, jest za słaby.
    Teraz już nawet nie przejmowałam się tym wszystkim, tylko szłam z Niallerem bez sensu przez chodnik.
-To było takie niesamowite. - powiedziałam po chwili.
-Wieem, ale już nigdy więcej nikogo nie uderzę, to boli... - chłopak próbował jakoś odeprzeć ból, ale nie wychodziło mu to, udawał przy mnie twardziela ale w głębi duszy na pewno piszczał jak mała dziewczynka. Patrzałam z współczuciem i jednocześnie z zadowoleniem, to że naprawdę potrafił mnie obronić było godne podziwu. W końcu chyba ból minął, bo blondas przestał. "On jest taki słodki, gdy boli go ręka" - pomyślałam z uśmiechem.
-Z czego ha ? Może podzielisz się tym ze mną ? - spytał przybliżając do mnie swoją twarz bardzo blisko.
-A może nie ? - odpowiedziałam mu na pytanie pytaniem, po czym odepchnęłam jego twarz  -Jesteś taki kochany. - powiedziałam cicho - Obroniłeś mnie, przed Maćkiem, nikt nigdy dla mnie czegoś podobniejszego nie zrobił. 
-Mówiłem ci, że cię kocham. Gdzie ty byłaś całe moje życie? Wiedziałem że na świecie istnieje moja druga połówka i to ty nią cały czas byłaś, ale... Nie mogłem cię znaleźć, to ty znalazłaś mnie. 
-Wiedziałeś że to będe ja ?
-Wiedziałem to  wszystko od początku gdy cię zobaczyłem. 
-Hm... Ja z początku nie miałam o tobie dobrego zdania, ale... Jak już  cie poznałam bliżej zobaczyłam to czego nie widać - że jesteś kimś innym, nie tym kogo postrzegają ludzie, jesteś naprawdę wrażliwym chłopakiem i naprawdę walecznym, zawsze wiesz jak mnie pocieszyć, zawsze wiesz jaki tekst powiedzieć żebym wiedziała że życie może być piękne, że ważne są wygłupy a nie smutek, tym kto potrafi się ze mną drażnić tak, żeby nie uszkodzić moich uczuć, tym kto potrafi zjeść dwadzieścia pizz, ale nadal jest szczupły i nie leci co chwilę do toalety żeby... I nie skończę, bo to ohydne, kimś kto wie czego chce, kimś kto nie gardzi tym co daje mu życie, nawet jeśli to beznadziejne, tylko przyjmuje z uśmiechem i nawet jeśli ma ochotę wtedy walnąć łbem o ścianę, wie że nic więcej nie może mieć, tym kimś kto tryska optymizmem i zawsze zaraża śmiechem, tym kimś kto nie potrafi patrzeć na łzy, bo sam leje krople ze swoich oczu, ktoś kto gra na gitarze tak jak jeden z Beatlesów, lub nawet lepiej, ktoś kto daje mi tyle do myślenia swoimi nawet bezsensownymi słowami, ktoś kto po raz pierwszy odwzajemnia moje uczucia. - Niall milczał, ale lekko się uśmiechał. Jego włoski niestety przysłaniały mu trochę twarzy, więc nie widziałam zbytnio jego miny. 
-Co tak ucichłeś ? - spytałam po chwili, ponieważ ta grobowa cisza dała mi się we znaki. 
-Znasz mnie chyba lepiej niż chłopcy. - niby odrzekł z uśmiechem, ale tak naprawdę był zawstydzony.
-Jesteś piękny. - powiedziałam znów bez zastanowienia.
-O nie... Nikt nie jest piękniejszy od ciebie. 
-Wiesz że dziewczyny lubią to słyszeć?
-Taaak, wiem. - westchnął żartobliwie. Myślałam że znów wybuchnę śmiechem, ale bolała mnie już twarz od tego uśmiechania, że już nie mogłam. To był taki przyjemny ból, więc lekko zachichotałam. Przez przypadek spojrzałam na zegarek i bardzo dobrze, bo gdyby to się nie stało pewnie nie pomyślałabym o tym co mam zrobić. Było po piętnastej, jestem spóźniona ! Eleanor mnie zabije. Pożegnałam się z Niallem, usłyszałam jeszcze jakieś zdziwione "ale" i pobiegłam w stronę placu głównego. Na szczęście Eleanor była na miejscu nerwowo spoglądając na zegarek. Gdy mnie zauważyła od razu ruszyła w moją stronę.
-Dobrze że jesteś, bałam się że wpadłaś pod samochód czy coś. - uff... na szczęście nie zaczęła od: "Gdzie się szlajałaś?!" , ale wiem że to nie w jej stylu. 
-Chyba pomyliłaś mnie z Louisem. 
-Heh. No chodź kujonku mój mały, szef czeka. - pociągnęła mnie za rękę. 
-Nawet ty ? - jęknęłam. Wszyscy nazywali mnie kujonkiem, ponieważ miałam aparat stały i te czarne nerdy na oczach. Nie wiem skąd ona to wie, ale już się do tego przyzwyczaiłam. 
-Ale za to słodki. - uśmiechnęła się, no trudno, niech tam będzie, przynajmniej mam przezwisko. 


****Po godzinie*******


Doprowadziła mnie skrycie do ogromnego budynku. Miał chyba ze sto pięter, ale my weszłyśmy na szczęście do windy, gdzie znalazłyśmy się na siódmym piętrze. Przeszłyśmy wąskim korytarzem do jakiejś innej części budynku szklanymi drzwiami i stałam przed dużymi, hebanowymi drzwiami. 
-Okey, teraz cię zostawię. Musisz wejść tam sama, bo tam jest taki stażysta, który ciągle mnie podrywa,co denerwuje Louisa, dlatego na wszelki wypadek zostanę tutaj. No to powodzenia. Powiedz że jesteś od Eleanor Calder. 
-Dzięki za wsparcie. - pokazałam jeden kciuk i wzięłam  głęboki oddech - Okey, pukam.
-Spoko, żebyś się  nie zmęczyła. - zaśmiała się modelka, przesłałam jej załamane spojrzenie i delikatnie zapukałam do drzwi. Zza "prostokąta z klamką" usłyszałam tylko sympatyczne: "proszę" i weszłam do środka. Zwyczajne biuro, chyba nie muszę wam tego opisywać. Typowe, modowe biuro. Mężczyzna siedzący za biurkiem coś pisał, ale gdy weszłam zaprzestał i uśmiechnął się pokazując na fotel po drugiej stronie. Wyglądał dosyć normalnie i młodo, Latynos - mulat, podobnie jak Zayn, tylko że ciemniejszy, czarne włosy zaczesane do tyłu na żel, czerwona koszula schludnie zapięta , jeansy i błyszczące pantofle, nic dodać nic ująć - hiszpan jak nic. 
     Usiadłam nieśmiało na wskazanym miejscu kładąc torbę na kolanach. 
-Jestem od Eleanor Calder. - powiedziałam po chwili gdy ten z zaciekawieniem przyglądał mi się nerwowo okręcając w dłoni pióro. Położył go i nadal mi się przyglądał. 
-Witam w firmie. - odrzekł z uśmiechem i wreszcie mogłam w duchu odsapnąć. Wydawało mi się, że coś ze mną nie tak, ale facet chyba lubił się zgrywać z nowo zatrudnionych - Jacob, podaj pani kawę. - mężczyzna pstryknął palcami nie odrywając ode mnie wzroku. Nie sprzeciwiłam się, nawet z faktem że nie wolno mi pić kawy. Podszedł do mnie jakiś chłopak z filiżanką kawy na tacy. Pewnie ten adorator Eli, nie zwróciłam zbytnio uwagi na jego wygląd, bo szybko odszedł gdy chwyciłam filiżankę. Połknęłam łyk i położyłam na stolik obok.
-No więc chodzi o to że Eli powiedziała mi, że potrzebujecie kogoś kto w miarę zna się na choreografii, czy jest ta propozycja nadal aktualna ?
-Em... Była. 
-Jak to... BYŁA ? Nie rozumiem.
-Już znaleźliśmy profesjonalistę, przed panią przyszedł.
Milczałam. To było jakieś paranoiczne, ciągle coś mi nie wychodziło. Najpierw jedna ; nie wypaliła, teraz druga; nie wypaliła. No co to kurde ma być ?! Nic mi nie idzie, chyba wrócę już do domu, do Polski, nie wytrzymam tego dłużej.
-No cóż... Dziękuję i do widzenia. - powiedziałam ze smutną miną.
-Naprawdę mi przykro.
-Nie no w porządku, tylko rzecz w tym, że nie mam jak się utrzymać i... Nieważne, po co ja się panu zwierzam z własnych problemów. To nieistotne, dowidzenia.
-Do widzenia. Miło mi było poznać.
Rzuciłam tylko krótkie spojrzenie i wyszłam z pomieszczenia. Wiem, że Eli chciała pomóc i... W ogóle chciała dać mi szansę, ale chciałam chwilę pobyć sama, żeby pomyśleć o tym wszystkim. Na zewnątrz czekała już na mnie. Nie nudziła się, bo przeglądała jakiś magazyn. Choć trwała ta chwila jakieś pięć minut,  ja myślałam że to wieczność. Wybiegłam nawet na nią nie patrząc. Nie wiem czy zauważyła czy też nie, ale mniejsza o to, wybiegłam z całego budynku po schodach prawie się zabiłam. Szłam gdzieś uliczkami, w ogóle nie wiedziałam gdzie i nagle... Uderzyłam o coś czołem, co sprawiło że mnie odparło do tyłu, upadłam na plecy z zamkniętymi oczami. Tak, uderzyłam w szybę samochodu, po moim zdziwieniu zobaczyłam twarz Louisa i Liama, którzy pomogli mi się podnieść. Przez nieuwagę pewnie wpadłam na ich samochód. Czułam ostry ból, ale próbowałam nie płakać.
-Anika ! Żyjesz ? - spytał Louis prowadząc mnie za rękę i trzymając rękę na mojej talii, podprowadził do swojego vana i kazał usiąść na stopniu. Zrobiłam to o co prosił. Po chwili usiadł obok mnie Liam.
-Co się stało ? - spytał.
-Nie wiem, biegłam i nagle uderzyłam w szybę. - odparłam trzymając dłoń na czole.




Cdn.


------------------------------------------
Sorry, że taki krótki ale śpieszę się na urodziny do koleżanki i wiem że wszyscy czekają, dlatego proszę bardzo. Liczę na komcie i danke z góry ;***

5 komentarzy:

  1. Hmm . Boski rozdział :D heh. Powtarzam się :o <3

    OdpowiedzUsuń
  2. no wieem <3 ale to mnie motywuje i sorry za to podkreślenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie.! Wiem co czujesz też jestem chora;/

    OdpowiedzUsuń

Daj koma, odwdzięczę się ♥