niedziela, 24 czerwca 2012

13. Luck

Heja. Dzisiaj jestem trochę zdenerwowana, nie wiem z jakiego powodu, ale po prostu jeśli będzie dużo przekleństw w tym rozdziale nie wińcie mnie, tylko pewną osobę która mnie wkurzyła. A tak poza tym miłego czytania ;*** <333
-------------------------------------------------------------------------------
Macie tu Niallerka. Nie mogłam się powstrzymać, wybaczcie ; ) Dansuje jak ja. Moja krew, ma to po mnie ^^









-No więc co się stało? Bo wiesz, zwykle ludzie nie wpadają na szyby od samochodów tak nie umyślnie. - powiedział Liam, gdy Louis obkładał mnie lodem.
-O rany... Długa historia.
-Mamy czas.
-Okey, no więc cała opowieść zaczęła się z 22 czerwca na 23...
-Anika ! - przerwali mi.
-Okey, chciałam tylko odreagować to że ta sytuacja jest krytyczna. No więc Eli dała mi wyraźnie do zrozumienia, że jej szef szuka kogoś do pracy...
-Tu jesteś ! - krzyknął nagle ktoś. A ponieważ głos ten był dosyć głośny, ktoś musiał stać bardzo blisko. Spojrzałam w stronę usłyszanego głosu. Nie kto inny jak Eleanor. Pewnie dopiero mnie zauważyła, że wyszłam. Podbiegła do mnie natychmiast.
-Dobrze  że jesteś. Co się stało? Czemu tak nagle wybiegłaś? James nie dał ci pracy ? 
-Nie chodzi już o to. Jestem załamana, bo ciągle nic mi nie wychodzi. Od czasu gdy przyjechałam do tego Londynu, nic mi nie idzie. Myślałam że jestem gotowa na dorosłość, ale to nie działa w ten sposób. 
-Ale... - dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale przerwała. Pewnie sama była zdumiona tym wszystkim.
-Nie dał mi tej pracy. Powiedział, że znalazł już kogoś, przede mną i to dosłownie. 
-O rany... Bardzo mi przykro. Może coś jeszcze się wymyśli, Anika nie musisz się martwić i poddawać od razu, na tym polega dorosłość.
-Oh naprawdę? Naprawdę Eli ? Jesteś tego absolutnie pewna ? Ja sądzę że nie ! Nic już się nie uda, nic się nie wymyśli ! - rzuciłam gdzieś lód i pobiegłam zupełnie nie wiem gdzie. W stronę jakiś zabudowań. Chciałam usiąść gdzieś i pomyśleć nad wszystkim. Musiałam wymyślić coś, miałam duże zdolności, potrafię rysować, ogólnie kręci mnie sztuka, w szkole byłam uznawana za kujona, w dodatku te studia. No ale rachunki są niezapłacone, muszę się wziąć w garść. Spokojnie, pomyśl.
       Gdy tak myślałam, zerwał się wicher i deszcz. No to tylko tego mi brakowało. Jak najszybciej założyłam płaszczyk na plecy i ruszyłam w stronę centrum handlowego, w którym mogłam sie skryć. Może spotkam Jennifer. Muszę się komuś wypłakać w ramiona, bo nie wytrzymam dłużej tak. 


*****Piętnaście minut później******

Deszcz dawał o sobie znać. Byłam cała przemoczona, włosy mokre, ubrania przemoczone do suchej nitki,  w zasadzie byłam cała mokra jak już wcześniej wspomniałam. Pewnie wyglądałam jakbym wyszła z jeziora, ale no cóż zrobić. Natura jest czasem nieznośna. Nawet pomimo tej myśli, że wszystko się zjebało,byłam w przekonaniu że dłużej nie mogę się złościć na świat. 
    Poszłam w stronę łazienki. Po pierwsze miałam zamiar najpierw się doprowadzić do normalnego stanu. Tak więc stanęłam przed lustrem, zmyłam stary make-up, po czym poprawiłam rzęsy lekko maskarą, nie mogłam znaleźć błyszczyka dlatego też moje usta zostały w nienaruszonym stanie. Spojrzałam głębiej w lustro. "Gdzie ja byłam jak urodę rozdawali?" - pomyślałam i rozczesałam swoje już lekko wysuszone kudły. Tylko jeszcze te ubrania... O Bosz. Muszę je zmienić. Tylko skąd je wezmę ? - już wiem, może Jen mi pomoże, jeśli oczywiście nie skończyła teraz pracy.
    Poszłam poszukać jeszcze raz tego sklepu. Znalazłam, stał tam gdzie wcześniej. Zadowolona weszłam do środka i na szczęście Jen stała wykładając pudełka butów na półkach. Pośpiesznie podeszłam do niej. Nie zauważyła mnie, dlatego moja reakcja powinna być taka:
-Ekhem... - kaszlnęłam, żeby zwróciła na mnie wreszcie uwagę. Momentalnie podniosła głowę i gdy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się jak zawsze na mój widok. 
-O hej. Dawno się nie widziałyśmy. Jak tam twój chłopak? Spodobało mu się to jak wyglądasz ? 
-Taaak i miał minę jakby właśnie się dowiedział że jestem z nim w ciąży. - dziewczyna zachichotała i przerwała swoje zajęcie. Wyglądała świetnie, jasny sweterek, czarne rurki i szare vansy. Włosy spięte w warkocz z wywiniętymi pejsami. "Ma się ten styl" - westchnęłam w myślach. 
-Nie wyglądasz najlepiej. Zapewne burza się zebrała.
-Zgadłaś. Wiesz... Nie wiem czy wypada pytać, ale...
-Mów czego potrzebujesz. - przerwała mi patrząc prosto w oczy, co mnie coraz bardziej krępowało. 
-Ubrań. - odrzekłam krótko. 
-Mogłaś mówić od razu ! Mam zapas stroi w szatni, chodź wybierzesz coś sobie. - pociągnęła mnie za rękę do jakiegoś pomieszczenia na zapleczu. A tam... Nie to co w Polsce, ciemne i mroczne składziki, to był luksus normalnie. Kolorowo i przytulnie, ale nie zdążyłam dokładniej się przyjrzeć bo stanęłam nagle face to face z szafką jak w szkołach, tylko że ta była większa i pojemniejsza. Jen otworzyła ją a w niej? O Boże... Mnóstwo stroi na wieszaczkach. Moją uwagę tylko przykuł jeden, a mianowicie taki

Śliczny  był. Moja droga przyjaciółka, jeśli w ogóle mogę uważać ją za przyjaciółkę pokazała mi przebieralnie gdzie ubrałam ten śliczny kostium. Wyszłam i przejrzałam się w lustrze, jednym tylko minusem było to, że buty nie pasowały jakoś. 
-Co ? Coś nie tak? - spytała owa czarnowłosa.
-Em... Buty. - szepnęłam. 
-Pasują.
-Serio ? No skoro tak mówisz, to tak jest. Dzięki za pomoc, wreszcie wyglądam przyzwoicie. 
-Nie ma za co, wiesz że możesz na mnie liczyć. 
-No właśnie wiem. - uśmiechnęłam się - Rany... Niby jest w porządku ALE TO tylko pozory. 
-No to co się stało?
-Nie mogę znaleźć pracy. - odpowiedziałam i usiadłam na wiklinowym fotelu. 
-Masz chyba szczęśliwy dzień. Shady ma  posadę do obsadzenia, ale nie może znaleźć odpowiednich pracowników. 
-A kim jest Shady ? - spytałam zupełnie zbita z tropu. 
-Shady to mój przyjaciel, pracuje tutaj na drugim piętrze, wiem że znasz się na sztuce, więc dobra wiadomość jest taka że on jest szkicownikiem, rysuje różne rzeczy i je sprzedaje, ma mnóstwo klientów, portrety itd. Jesteś zainteresowana ? 
-Pewnie ! Dzięki, kocham cię. - skoczyłam na nią i cmoknęłam w policzek, po czym wybiegłam ze sklepu, żeby jak najszybciej znaleźć się na tym drugim piętrze które może zmienić całe moje życie. Znalazłam ten sklep. Dosłownie raj dla takich jak ja. Sprzedawał również przyrządy kreślarskie za które normalnie to bym zabiła. Rozglądałam się tak patrząc na wszystkie te rysunki i nagle:
-Dzień dobry ! W czymś pomóc? - spytał ktoś. Pewnie ten Shady. Momentalnie odwróciłam głowę w jego stronę. Był to przystojny i wytatuowany facet, około 25 lat. Długie,kręcone włosy, podobne jak Liam, ubiór nadzwyczaj normalny- bluza, koszulka i jeansy. To co chłopcy lubią najbardziej. Był cały umorusany w farbie. Pewnie też malarz. 
-Jennifer, pańska przyjaciółka powiedziała że szuka pan kogoś kto lubi rysować i jest w tym dobry. Błagam nie znalazł pan nikogo, prawda ? - splotłam dłonie i głupkowato się uśmiechnęłam. 
-Anika Serdecka ? - odpowiedział mi na pytanie pytaniem.
-Tak ? Mówiła o mnie?
-O taak. I to dużo. Witam w firmie. - wziął mnie za rękę i ucałował ją. Milutkie uczucie. Jaki gentelman, nie spodziewałabym się. 
-No więc mam tę pracę?
-Tak, od początku gdy tylko usłyszałem z ust Jen o tobie, chciałem ci ją dać. 
-Serio? Dziękuję, ratuje mi pan skórę.
-Proszę, mów mi Chris. 
-Okey, Chris, dzięki nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna. Mogę cię przytulić ? - spytałam i bez zawahania delikatnie go przytuliłam klepiąc lekko po plecach. Ostatnio kocham wszystkich. 
-Muszę tu codziennie przychodzić ? 
-Niee... Pracujesz dwa razy w tygodniu. Robisz jakieś szkice i mi przynosisz. Wynagrodzenie wynosi 2 000 funtów tygodniowo.
-Tygodniowo ? ! - zrobiłam ogromne oczy.
-Mhm. Mamy coraz to więcej klientów, ludzie kupują moje obrazy, ale dzięki tobie chyba będą więcej kupować. 
-Nie wierzę w swoje umiejętności, ale postaram się. 
-Wierze że będzie dobrze. No to może... Potrzebujesz jakiś przyborów ? Pokażesz mi co potrafisz? Tutaj, chyba że nie masz czasu.
-No nie za bardzo. Potrzebuję jedynie akwarel i grubych pędzli. Namaluję Tower Bridge  i przyniosę jutro, dobrze?
-Nie ma problemu. Proszę bardzo. - mężczyzna podał mi w reklamówce to czego potrzebowałam. Bardzo szybko, jakby przewidział.
-Dziękuję. - odpowiedziałam i się pożegnałam. Byłam taka zadowolona. Wreszcie mam prace o której zawsze marzyłam. Jeszcze na dodatek szef jest taki miły. 
       Kiedy tak szłam sobie radosnym krokiem spotkałam Niallera. Chciałam jak najszybciej go przytulić. Jestem mu winna spotkanie i... Przy okazji buziaka oraz przytulasy. On mnie nie widział, podbiegłam do niego  i rzuciłam mu się na szyję. Dosłownie tak - kliknij, a zobaczysz jak. On złapał mnie szybko i spojrzałam na niego z góry, po czym pocałowałam prosto w usta. Tak to wyglądało (jak coś to fotomontaż Ariany Grande, która jest bohaterką mojego opowiadania jako Anika i Nialla)
Postawił mnie, ponieważ troszeńkę przesadziłam, za dużo czułości i to publicznie.
-Mm... Słodko, co tu robisz? - spytał.
-Dali mi pracę! 
-ŚWIETNIe, tylko żeby znów nie było że ci ją odbierają.
-To mi nie grozi. No chodź blondasku, przytulisz mnie ? - nawet nie czekałam na odpowiedź, tylko mocno go uściskałam - Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. - powiedziałam gdy już się wyswobodziłam z tego uścisku. Chłopak złapał mnie za rękę i zaczęliśmy gdzieś iść. 
-No masz rację, nie wiem. Ej, czemu masz takie czerwone czoło ? Te, te weź sie tu obróć w moją stronę. - Niall złapał mnie za brodę i zwrócił moją głowę w jego stronę. 
-Eee... Walnęłam w szybę od waszego zacnego vana. I boli.
-Wiem co ci pomoże. 
-Co takiego ?
-Buziak. No daaaj. - blondas zaczął się przybliżać, a ja żartobliwie cofałam głowę. W końcu pozwoliłam się pocałować, te pocałunki zwykle trwały tak krótko... Nie chciałam żeby się kończyły. Niall zaciągnął mnie gdzieś w głąb centrum i posadził na parapecie przy ścianie. Sam stanął przede mną i zaczął mnie całować. Objął w talii i nareszcie poczułam się bezpiecznie. Nie minęła chwila jak coś błysnęło, co mnie oślepiło. Spojrzałam w stronę błysku. O nie... To był jakiś fotograf ! Paparazzi na dodatek. Już miałam dość tego wszystkiego. Szybko zasłoniliśmy się byle gazetą i uciekliśmy z tego miejsca. 
-Niall... O nie... - jęknęłam. 
-Nie martw się, będzie dobrze. Niczego nam nie udowodnią.
-Hm... No pewnie tak. - i przez przypadek spojrzałam na pierwszą stronę tej gazety, to jakiś magazyn był. I gdy tylko zobaczyłam jeden z podtekstów, zamarłam. 





-------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało. Liczę na komcie z waszej strony i thx za nie z góry .♥ Jesteście najlepsi ;)
Strzałka ^^




3 komentarze:

  1. Hah , wleciała na szybę . Świetne;)
    Zapraszam o mnie;)
    http://lovesandfriend.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Daj koma, odwdzięczę się ♥