wtorek, 31 lipca 2012

20. Jealousy

Tori

Niall. Czy oni do siebie pasują ? 


Czekając na wypis siedziałam. Nie miałam dosyć siły, moje nogi po prostu odmawiały posłuszeństwa. Z każdą minutą nawet siedzenie było dla mnie okropnie męczące. Czy to jest kara za moich grzechow sto ? Nie mam pojecia czym zawinilam. Najwidoczniej bylo mi pisane takie nieszczescie. Coz, zyc nie umierac, do odwaznych swiat nalezy. W miedzy czasie pielegniarka przyprowadzila wozek, wsadzili mnie na niego i... Nadal musialam czekac.
-Jak sie masz ? Jakos sie trzymasz ? - spytal Niall zajadajac sie zelkami.
-Jasne, nawet nie wiesz przez co przeszlam.
-Nie wiem, nie mam pojecia. Chcesz zelka ? - wyciagnal duze opakowanie ku mnie.
-Nie, dzieki. Nie moge jesc.
-Okey, ale wiesz ze ja ci daje znaki.
-Jakie znaki ?
-Dziele sie jedzeniem. - zasmial sie.
-Oooh... Poswiecenie.
Niestety nikt nie zdazyl czegokolwiek powiedziec, bo przerwalo nam wejscie znow lekarza.
-Zostala pani wypisana. - oznajmil.
-Dziekuje.
-Do uslug. - odparl i odszedl bez slowa. Zayn, ktory mial troszke wiecej sily zaczal pchac moj wozek, a za nim podreptala cala reszta. Czulam sie ze nigdy im nie zaimponuje, ciagle to ja jestem ratowana przez nich. Taka bezradnosc mnie ogarnela. Czulam sie jak male dziecko, to wydaje sie byc normalne, ze sie toba opiekuja i w ogole, ale czasem myslisz ze po prostu traktuja cie jak slaba osobe. Uzalaja sie nad toba i chca cie pod swoimi skyrzdlami. Jednakowoz staje sie wtedy czlowiek bezsilny. Ale ja potrafie o siebie zadbac.

                                                           ***

Podjechalismy do domu Eleanor. Tam chcialam aby chlopcy juz spadali do swoich spraw, ale niestety oni sie uparli ze wszyscy zostana. Na szczescie Eleanor zarzadzila ze musze w samotnosci odpoczac i ich wygonila z mieszkania. NIall jeszcze chcial mnie wniesc do lozka. Uznalam ze to troche przeginka, ja rozumiem jak chce mnie tylko do mieszkania wniesc, bo wozek nie wjedzie, ale do samego lozka ? Oszalal chyba. Na moje nieszczescie on byl silniejszy ode mnie i musialam sie poddac.
-A teraz sio do siebie ! - wygonilam go jakos gdy juz lezalam wygodnie w lozku. Poslusznie wyszedl jeszcze dajac mi buziaka w policzek.
      Caly dzien spedzilam na przegladaniu glupoch gazet. Eh... Jak mi brakowalo moich, silnych nog. Energia opadla. Pff... Co ja sobie narobilam ? Glupia laska ze mnie. Po chwili do pokoju weszla Ada z miska zupy. Nie mialam w ogole apetytu, ale musialam cos zjesc bo znow zaslabne.
-Ej siostrzyczko, zjesz cos ? - spytala kladac mi go na kolanach.
-Oh Ada, nie mam wyboru, musze. - powiedzialam i zaczelam palaszowac.
-Wiesz... Czy... Nie wiesz czy moze... Czy Zayn... On... Mowil cos o mnie ? No wiesz, wtedy.
Namyslilam sie chwile, zeby odpowiedziec cos glebokiego. W sumie moglam jej powiedziec prawde, ale... On nic o niej nie mowil, wole zeby sie nie przejmowala. Oklamie ja, w koncu juz sie calowali. To juz chyba duzo.
-A co ? Wy para jestescie ? - odpowiedzialam pytaniem.Dziewczyna zmarszczyla brwi.
-Nie wiem sama.
-A tamto buzi buzi to nic nie znaczylo ? - zaczelam zartobliwie cmokac.
-Ajajaj... Hm...  Nie mam pojecia. Nic nie mowil.
-No to nie wiem. Poprosil cie o chodzenie ?
-Jeszcze nie. Ten pocalunek stal sie tak nagle, ze nie mialam szansy nawet tego przerwac. Skomplikowane.
-Zbyt skomplikowane dla mnie ? KOchana, w koncu to ja was spiknelam ze soba.
-Sama sie gubie w tym.
-Hm... No wiesz, pasujecie do siebie. Powinien poprosic.
-Tak myslisz ?
-Jasne. Zobacz, ja z Niallem zostalam para po trzech tygodniach jak sie znalismy. Szybciutko, a jestesmy razem juz kolejne trzy. Tobie tez sie moze udac.
Ada gleboko westchnela.Pewnie myslala o tej Perri Edwards. Wiem, ze to moze byc przygnebiajace, ale no takie jest zycie
-A ta Perri ? - wycedzilam.
-Ah... Nawet nie pytałam jeszcze.
-Spoczi. Tylko pytam.
-A ja odpowiadam. Ale martwię się że to jego dziewczyna.
-Nie tam, napewno  nie. Nie masz pewności.
-A ty ?
-Ja tam wiem że to nie jego girlfriend.
-Aj... Ja poczekam. No to...
-Ada ! - usłyszałyśmy nagle zza drzwi. Do pokoju wpadła Eli - Ada co ty głucha ? Zayn do ciebie. - uśmiechnęłam się trumfalnie i pchnęłam ją w stronę drzwi.
-No już mała, Zayn na ciebie czeka. - szepnęłam. Od niechcenia dało się ją wygnać z pokoju.
-A ty mała odpoczywaj.
-Eh... Why ? - wzniosłam ręce ku górze - Może przyjść do mnie Niall przynajmniej ?
-Ou... On jest zajęty. - Elka lekko zmizerniała. Już czułam że coś jest nie tak, tylko co ten żarłok mógł takiego robić ? Nie ogarniam.
-Tak ? A co takiego robi ?
-Przyszła jego kuzynka, z którą znamy się dosyć długo.
-Akurat dzisiaj ? Nie mogę jej poznać.
-Ale ona zostanie tutaj aż dwa tygodnie.
-Oh... Okey.
-Dobrze, to ty sobie odpoczywaj. Jak Niall znajdzie czas to mu o tobie przypomnę.
Gdy wyszła powiedziałam na głos co myślę.
-Ta Elka to jak coś palnie nie wie że może mnie to urazić.
-Słyszałam ! - usłyszałam zza drzwi.
-Miałaś słyszeć ! - jednakowoż musiałam się roześmiać, bo było to śmieszne. Już nie słyszałam Calder, która pośpiesznie schodziła po schodach. Miałam wszystkiego dość aż wstałam i otworzyłam okno. Jednak to nic nie dało, znów mocno zakręciło mi się w głowie. Wróciłam resztkami świadomości na łóżko. Nie czułam się najlepiej, ale co mogłam zrobić ? Na lekach się nie znam,a ten idiota w fartuchu nic mi nie przepisał. Trudno. Trwając w głupich myślach zaczęło mi brakować pewności siebie. Życie jest beznadziejne, już mogłam wybrać śmierć niż żyć w takich katuszach. Niall zapomina że mnie ma, że jestem jego dziewczyną. Wtedy gdy go potrzebuję on nagle do niego kuzynka przychodzi. Nic do niej nie mam ani nie jestem od razu do niej źle nastawiona, ale akurat dzisiaj ? Rany... Zazdrość cholerna mnie już ogarnęła. Jaka ja jestem głupio-mądra. Ja jestem po prostu zazdrosna. Co ze mnie za kretynka. Boże...
      Oparłam się ze złością o poduszki. Nie dawało mi to wszystko spokoju. No ale w sumie, to nikt mnie nie pamięta. Jestem sama.
    Po chwili milczenia sięgnęłam po lepszy środek. Wstałam i napiłam się wody. Wyprostowałam koszulę i uczesałam włosy szczotką leżącą w pobliżu. Nie, nie wstanę. Jestem za słaba. To nic nie da, głupia jestem. Opadłam z sił i wybuchnęłam głośnym płaczem. Dobrze że się nie malowałam, przynajmniej teraz będe podczas płaczu wyglądać przyzwoicie. Zostałam właśnie opuszczona przez przyjaciół, ale za to przykuta do łóżka. Co za bezsens. Schowałam twarz w dłoniach i próbowałam stłumić w sobie jęk. Nie dało się. Byłam zbyt płakliwa. Moje łzy spływały tak szybko, że łączyły się z następnymi i tak dalej. Jeden wodospad łez. Ale dlaczego byłam taka smutna ? Sama nie potrafiłam sobie na to odpowiedzieć. Po prostu zazdrość i poczucie opuszczenia.
    Wtem ktoś wpadł do pokoju. Gwałtownie podniosłam głowę. Kogo mogłam zobaczyć ? Tego co się spodziewałam. Nie, nie chcę nikogo teraz widzieć. Wszystko idzie źle, wolę być sama.
-Wyjdź, chcę zostać sama ! Rozumiesz ? Idź już sobie. - powiedziałam, przepraszam poprawka, wydarłam się.
-Nie, powiedz co się stało ? - spytała owa osoba. Patrzył swoimi niebieskimi oczami jak na idiotkę. No tak, byłam nią.
-Niall, wracaj do kuzynki a mnie zostaw. - otarłam łzy.
-Nie zostawię cię, przecież chcę wiedzieć dlaczego płaczesz.
-Ja nie wiem. Idź no, muszę myśli pozbierać.
Chłopak chyba zauważył, że jestem jakaś przybita i nie chcę gadać, więc lekko zbastował. Spojrzałam na niego. Jego twarz mówiła dużo - był przejęty.
-Ja chcę wiedzieć. - rzekł ciepłym tonem i mnie objął ramieniem.
-Niall, zostaw mnie proszę. No proszę cię jako własna dziewczyna. - wyrwałam się i wstałam - Mam dość kłopotów, proszę daj mi spokój i przestań udawać przejętego - nic to nie dało. On mnie pociągnął spowrotem na kanapę. Czego on jeszcze chciał ? Nie rozumie że mam już dość ? Bosz... Jakie to głupie i skomplikowane wszystko. Najpierw chcę żeby on do mnie przyszedł, potrzebuję jego obecności a później zaczynam ćwiczyć idiotkę że nie chcę. Jakie to jest dziecinne.
-Daj spokój. O co chodzi ?
-Dobra, o nic. Idź.
-Nie odejdę puki nie powiesz co się stało.
-Co się stało. - nawet teraz nie było mi do śmiechu. Powiedziałam to w żarcie jednak... Niall nawet nie śmiał się. Spuściłam wzrok i zrobiłam lekki Palm Face jednak z załamania - Boże, Niall... - mruknęłam, ale urwałam w połowie zdania. Chłopak objął mnie i mocno przytulił do swojego torsa.
-Mam mieszane uczucia. Ja... Ja...
-Cii... - uciszył mnie i mocno pomiział po plecach - Też cię kocham.
-Ja ciebie również. Ale... Co z twoją kuzynką ?
-Chodź poznasz ją. Ale... Dasz radę iść ?
-Jasne, jeszcze mi nie amputowali nóg. - zaśmiałam się. Horan pomógł mi zejść ze schodów. Na szczęście przy mnie był.
     W salonie siedziała niewysoka blondynka w czerwonej sukience do kolan. Na plecach kremowy sweterek i szpilki. Na pozór wyglądała dosyć normalnie. Nie musiałam się niczym przejmować. Zwyczajna nastolatka.
   Podeszłam do niej zwinnym krokiem, a ona jak mnie zobaczyła od razu zrobiła miły wzrok. Wcześniej gadała z Eleanor i Adą.
-Hej. - przywitałam ją.
-Witam. Kto ty ?
-Nie mówił ci Niall że ma dziewczynę? - spojrzałam wpierw na niego później na nią.
-Ah... Mówił, ty jesteś Tori ?
-Mhm. To ja.
-Ślicznie. Jestem Veronica.
-Veronica. - powtórzyłam - Super.
-Słyszałam że byłaś w śpiączce. - nie powiedziała tego z troską, bardziej z drwiną. Uznałam że zostawię to bez komentarza.
-Byłam. - odparłam spokojnie.
-Okeeey... Chodź kochanie, usiądź sobie. - Niall złapał mnie w talii i podprowadził do kanapy. Usiadłam obok dziewczyny. Ona dziwnie się na mnie patrzyła. Mierzyła mnie od góry do dołu. Nagle zadzwonił mój telefon. Szybko odebrałam.
-Hallo ? - spytałam.
-Cześć. - Boże... Myślałam że rozjebię głowę o ścianę gdy usłyszałam ten głos.Klemens nie miał skrupułów. Zwłaszcza gdy do mnie dzwonił.
-Nieczynne, przyjdź jutro. - rzuciłam. On tylko zarechotał jak idiota i kontynuował.
-Dobra suko, przyjdź pod swój dom, zobacz co dla ciebie zrobiłem.
-Co zrobiłeś ? - spytałam z lekkim przerażeniem w głosie.
-Przyjdź to zobaczysz. Niespodzianka.
-Okeey. Ale nie mówię że przyjdę sama.
-Mnie tam nie ma. Ale zobacz jakie cudo ci zrobiłem.
-Boję się aż pytać co zrobiłeś, ale przyjdę.
-Czekam.
Rozłączyłam się. Bałam się i to bardzo. Mówił to z taką ironią, aż samej mi się nie chciało wierzyć że się zgodziłam. Wstałam z lekko się chwiejąc podeszłam do drzwi nic nikomu nie mówiąc.
-Tori ! Czekaj gdzie lecisz? - Niall złapał mnie za ramię. Odwróciłam się.
-Ah... Klemens znów coś zrobił, sprawdzę czy przypadkiem mi nie podpalił domu ten psychopata.
-Idę z tobą.
-Jak chcesz.
-Ludzie my zaraz wrócimy. - powiadomił Niall resztę i wyszliśmy z domu.
-Zaczynam się bać. - mruknęłam gdy ten złapał mnie za rękę. Było trochę chłodno, dlatego to mi się przydało.
-Nie bój się, jestem z tobą. - pocałował mnie w głowę i... Już w oddali czułam zapach dymu. Byłam zaledwie pięć minut drogi od mojego domu. Ścisnęłam jego zimną dłoń jeszcze mocniej. Stanęłam przed budynkiem i... To co zobaczyłam przyprawiło mnie o zawał. Z okien, drzwi, wszystkich otworów dosłownie wychodził dym. Ogień, wszystko. Żywioł który niszczył nam wszystko od początków świata. Od czasów gdy go odkryli. Zachwiałam się, znów mi się słabo zrobiło.

_______________________________________

I jak rozdział ? Jakiś dziwny jak sądze. Pisałam go bezwennie <333 Mykam miśki. Jednokierunkowych ; ***
Buziak od Nialla na dobranoc ; )

piątek, 27 lipca 2012

19. Sadness in hurt

Dobra ludzie, uprzedzam was tylko ze rozdzial bedzie nieco przrazajacy, ale to nie jest koniec. Dodam intencje Harrego i Nialla, bo... Zreszta sami sie dowiecie. Milych wrazen < 333 Zapraszam na mojego drugiego bloga z nowym opowiadaniem - <klik>
___________________________________________________

***Jako Harry***

Postanowilem ze za nia pobiegne. Bog wie gdzie poszla, ale ja tego tak nie zostawie. Zbieglem ze schodow, wlasciwie zeskoczylem z paru schodkow prawie zabijajac sie, ale to wszystko z tych obaw. Wpadlem do kuchni gdzie Niall oczywiscie pochlanial pizze.
-Niall ! Zostaw to zarcie i chodzmy poszukac Tori. - rozkazalem.
-A co sie stalo ? Gdzie jest ? - spytal malo zaintersowany.
-Stary, zachowujesz sie jakbys jej nie kochal. Co z toba ? Juz ci sie znudzila i zamieniles ja na pizze ? Zastanow sie co mowisz.
-Kocham ja przeciez, najbardziej na swiecie, ale ty panikujesz tak, jakby wlasnie wybiegla z tego domu gdzies na ulice.
-Bo wlasnie tak sie stalo, idioto ! - warknalem. On natychmiast rzucil pizze i razem pognalismy przed siebie w kierunku domu Eleanor, jednak przy drodze bylo jakies zbiegowisko i karetka. Pomyslalem ze sprawdzimy co sie stalo. Przepchalismy sie pomiedzy ludzi i co zobaczylem ? Mother of God, omal nie wpadlem z szok. Tori lezala na ziemi nieruchomo, cala we krwi, jedynie byla podlaczona do jakiegos urzadzenia. O nie... To wszystko moja wina, nie powinienem byl jej tak zostawiac. Niall doslownie padl na kolana ku jej ciele i zlapal ja za reke. Zrobilem to samo w milczeniu, wlasciwie powolniej niz on.
-Co sie stalo ?! - wykrzyczal blondas.
-Kim pan jest ? - spytal sanitariusz okrywajac ja kocem.
-Jej chlopakiem...
-A ja przyjacielem. - dodalem.
-Przykro mi, dziewczyna jest w spiaczce, nie wiadomo kiedy moze sie wybudzic. Za pare dni, miesiecy, lat lub...
-Niech pan nie konczy. - warknal.
-Nigdy.
-Prosilem. - jeknal. Zobaczylem ze po jego policzku splywaja lzy, obfite lzy. Trzymal jej dlon swoja, drzaca. Caly byl we krwi, plakal jak dziecko.
-To moja wina, moglem isc za toba. Ale ja wcale nie chcialem, nie chcialem by tak wyszlo, blagam musisz sie obudzic. Napewno mnie nie slyszysz kochanie, kujonku moj... Wszystko spieprzylem. - mowil przez lzy. Naciagnalem rekaw bluzy i wytarlem mu lzy, jednak po twarzy splywaly nowe. Wiedzialem jak cierpi.
-Niall, nie obwiniaj sie, to nie byla twoja wina, to przeze mnie wybiegla z domu.
-Nie, oboje jestesmy winni.
Nasza rozmowe przerwal znow sanitariusz.
-Przepraszam, musimy ja zabrac na pogotowie. Panowie jada ?
-Bezwzglednie. - powiedzialem. Pomoglem sie "ogarnac" Niallowi i razem w karetce pojechalismy do szpitala. Niall ani na chwile nie puszczal jej reki ani nie spuszczal z niej wzroku. Patrzyl jakby byl w jakim transie.

***Jako Niall***

Doznalem szoku, doslownie czulem sie jak zabojca. Nie rozumialem jak do tego doszlo, zostawilem ja doslownie sama na pare minut az tu nagle jest na krawedzi zycia. Zawalilem, gdybym nie byl takim idiota to pewnie juz dawno by tego nie bylo. Wypadek ? Co za kretyn ze mnie, nie zasluguje na nia. Jesli sie nie wybudzi, to... Ja nie wiem, zalamie sie psychicznie i bede mial wyrzuty sumienia do konca zycia. Nie tak to mialo sie zakonczyc ! Nie tak.
       Trzymajac jej zimna dlon juz nie czulem tej wiezi z nia, ktorej zawsze wiedzialem ze nie jest w stanie nic zerwac. Takie to bylo uczucie, ktore nie wstanie jestem opisac. Jeszcze ogarnalem, ze musze zawiadomic chlopakow. Potrzebowalem wsparcia, jednak nawet nie zdazylem wyjac telefonu jak dojechalismy na miejsce. Tym razem mnie sila od niej "odkelili". Puscilem jej reke chociaz nie chcialem. Przewiezli ja na sale, wiec mialem okazje w drodze zeby zadzwonic. Wyjalem natychmiast telefon i wbilem numer do Liama.
-Hallo ? - odezwal sie.
-Liam, przyjedzcie szybko do szpitala...
-Co sie stalo ? Dlaczego placzesz ?
-Przyjedzcie a wszystko wam wyjasnie, to bedzie sala numer dziewiec na oddziale intensywnej terapii. Biegiem.
-Dobra, przyjdziemy z Danielle i Eli.
-Tylko szybko. - rzucilem i sie rozlaczylem.

***Jako Tori***

Obudzilam sie. Wokol biel, lezalam na ziemi. Czy to niebo ? Boze co ja zrobilam ze znalazlam sie na innym swiecie ? Prawda byla taka, ze nie mialam pod soba podlogi, wiec to napewno byly niebiosa. Hm... Ale gdzie ludzie ? Gdzie Niall ? Gdzie Harry i reszta ? No tak, oni jeszcze zyja.
       Wstalam i rozejrzalam sie. Nic, tylko biel i chmury. No swietnie, i co teraz ? Jestem prawie martwa. Nagle poczulam czyjs dotyk na moich plecach. Odwrocilam sie i wcale nie bylam wystraszona, bardziej szczesliwa ze jest tu w ogole ktos. To... Byla moja mama i tata. No niezle, jestem duchem wiec widze duchy.
-Mama ? Tata ? - spytalam. Pokiwali glowami na "tak" - Gdzie ja jestem ?
-W niebie Torres, jestes w niebie. - odpowiedzial tata. Tak jak przypuszczalam, niebo a co innego ? Napewno nie pieklo o ktorym nie mialam zielonego pojecia. O Bosz, ja bylam zupelnie naga, wlasciwie mialam na sobie jakas biala szatke. No to przynajmniej mi nie widac.
-Kochanie, dziecko... Jeszcze nie umarlas, ale jestes w spiaczce. Teraz wybor nalezy do ciebie. - zakomunikowala mama.
-Wybor ? Jasne, tylko jakie mam mozliwosci ?
-Zycie lub smierc.
Milczalam. Nie mialam pojecia co odpowiedziec, wybrac. Najtrudniejsza decyzja jaka kiedykolwiek zostala mi przydzielona.
-Masz mnostwo czasu Torres. Teraz... Mozesz przeniesc sie do szpitala, gdzie sie w tym momencie znajdujesz na Ziemi i zobaczyc co sie dzieje. Puki co jestes na wpol duchem, kazxde miejsce jest dla ciebie dostepne. Masz dwa tyogdnie.
-Rozumiem, ale... Ciesze sie ze was widze. - usmiechnelam sie i chcualam ich przytulic tylko ze przez nich przeniklam, no tak, przeciez nie jestem prawdziwym duchem, tylko pol duszkiem. Nie minela chwila jak zobaczylam kolejny widok, kompletnie nowy. Lezalam w bialym ubraniu (widzialam siebie) na lozku. W mojej sali znajdowali sie rowniez chlopcy i Dan, Eli oraz Ada. Podlaczona bylam do stabilizatora USG, cieniutkie kabelki byly podlaczone od mojej glowy po klatke piersiowa jednoczesnie pokazujac prace serca na ekranie za pomoca falowanych lini. Puki co pracowaly one powoli, raz w gore sie wily raz w dol. Slychac bylo tylko pik, pik pik... NIall siedzial obok i scisakal moja dlon. Od razu do niego podeszlam.
-Niall ! Nialler ! Niallerek ! Zarloczku ! - krzyczalam, ale on... On nie reagowal - No tak, nie slyszysz mnie, przeciez jestem duchem - powiedzialam, ale to nie mialo znaczenia, i tak mnie nie slyszal. Probowalam dotknac jego cudownej twarzy, ale moja reka przez nia przenikla - Rany... Jak ja bym chciala byc na ziemi. W sumie... Mam do wyboru rowniez zycie. Ale czy ono jest czegos warte ? - powiedzialam do siebie. Usiadlam na zimnej posadzce i nagle uslyszalam glosy chlopakow. Cos podspiewywali. BYlo to ""Moments". Hm... Milo. Jasne, przeciez ta piosenka opowiada o dziewczynie ktora zmarla i tym co robi jej chlopak zeby z nia byc. Mysla, ze jestem martwa. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Niall po skonczonej piosence zaczal cos mowic. Wstalam i podeszlam blizej zeby lepiej slyszec.
-Tori... Tori, moj ty kujonku, przeciez wiesz ze nie chcialem cie zostawiac samej. Wiem, ze mnie nie slyszysz - "Zebys sie nie zdziwil" pomyslalam - ale czasem warto sprobowac. Jestes najlepszym co nas w zyciu spotkalo.
-I chocby nie wiem co sie dzialo, nie opusimy cie. - dodal Harry.
-Bo wszyscy razem tworzymy rodzine. - powoedzial Zayn.
-Tworzymy... - zaczal Liam.
-Tworzymy wyjatkowy krag przyjazni. - dokonczyli chorem. Rozplakalam sie ze wzruszenia. Debile, brakuje mi ich. Gdybym wybrala smierc to by sie pewnie nic nie zmienilo. Oni nadal byliby przyjaciolmi, pewnie lepsze by mieli zycie beze mnie. Siedzialam tak patrzac jak placza, Liam i Niall najbardziej z calego towarzystwa. Zgadza sie, byli wrazliwi. Obserwowalam ich wszystkie ruchy.

                                                              ***
Dni mijaly, a oni codziennie przesiadywali w tym szpitalu. Az minely dwa tygodnie. Wreszcie mialam oznajmic aniolowi, co wybieram. Podjelam dezycje, ale nie zdradze jaka. Sami sie dowiecie.

***Jako Niall***

Minely dwa tygodnie odkad Tori lezy w spiaczce. Dzisiaj zadzwonil do nas lekarz i kazal jak najszybciej przyjechac. Pewnie sie wubudzila, dlatego bylismy caly dzien zadowoleni. Wsiedlismy w samochod i podjechalismy pod sam szpital. Weszlismy do jej sali a tam ? Lezy jak lezala. Podeszlismy do lozka, Tori nie zmienila sie ani troche. W koncu wszedl do sali lekarz.
-Przyszli panowie, swietnie. - oznajmil i podszedl do lozka. Zaczal przerwracac pomiedzy kartkami. Zaczelo mnie to draznic, bo nie uzyskalismy zadnej informacji o tym co sie dzieje z Torres. W koncu wsciekly wytracilem mu to cos w dloni. Spojrzal na mnie widocznie zirytowany, a ja ? Totalna oaza spokoju.
-Co z nia ? - spytalem. Facet w bialym fartuchu podsunal okulary na nos i zmarszczyl brwi.
-Mozliwe ze sie wybudzi. - odparl po dlugim namysle.
-Mozliwe ? Panie, masz pan byc pewny, jestes lekarzem a nie ryzkiem-fizykiem. Powinienes byc pan jak doktor House, a nie. Czlowiek medium, przewidujesz, masz larwy w tylku, no to ostry seks byl. A nie mozliwe ze sie wybudzi. - zaczalem nasladowac jego glos, jednak ktos mi przerwal.
-Niall nie przeginaj. - skarcil mnie Liam, jednak ja go nie sluchalem, tylko jechalem po nim dalej.
-Panie, co pan ? To wybudzi sie czy nie ? Panski obowiazek to jet mowic co i jak a nie gdybac. Gdyby tak bylo codziennie nie mialbys kur*a pracy...
Nie dokonczylem bo ktos zlapal mnie za koszulke. Odwrocilem sie w strone lozka i... Tori ledwo co otwierala powieki, ale jednak otwierala. Zlapalem jej dlon.
-Tori ! - wydarlem sie - Tori budzisz sie !
-Ze co ? - spytala oslabiona.
-Niewazne, wazne ze zyjesz. - powiedzialem uradowany - KIedy mozemy ja zabrac ? - zwrocilem sie do doktora.
-Juz dzis, jednak na wozku, bo bedzie sie ledwo co trzymala na nogach.
-Nie ma sprawy. I wybacz pan ze taki cham byl ze mnie, ale to stres.
-Nie ma sprawy. - odparl mezczyzna , a ja poklepalem go po plecach i znow zwrocilem sie do mojej ksiezniczki.
-Przepraszam ze wtedy... - nie dokonczylem bo ona wyciagnela ku mnie swoje ramiona. Dala mi znac ze chce mnie przytulic. Tak tez zrobilem.
-To ja przepraszam, ty nie masz za co. Zachowuje sie jak dziecko. - szepnela mi przez ramie.
-Daj spokoj, wcale tak nie jest. Nie musisz mnie przepraszac, przeciez... Nic sie nie dzieje, tak ? Nic.
-Wiem, ale to ja zawalilam.
-Nie, to ja zawalilem. - odezwal sie Hazza.

***Jako Tori (i to juz koniec intencji, teraz tylko opowiada Tori)***

-Tak i nie. Ale to niewazne, chodz do mnie. - powiedzialam, ale glos mi sie zalamal. Po prostu tracilam sily. Chlopak od razu usiadl obok mnie i mnie przytulil. Tak dobrze sie czulam jak nigdy - Wiecie, przytocze wam cytat kogos bardzo madrego, polskiego czlowieka, powiedzial on kiedys do narodu: "Wymagajcie od siebie, chocby inni od was nie wymagali...", to kieruje wam zebyscie zrozumieli ze... Ja po prostu bede sie kierowac soba, bo jestem sama... Chocbym umarla... - nie moglam sie wyslowic, zabraklo mi tchu.
-Pacjentka jest slaba, musi odpoczac.
-Moge odpoczywac w domu. - powiedzialam.
-Ale jest pani pewna ? Nie sadze.
-Dopiero co pan powiedzial ze mozemy ja zabrac ! - Niall... Jaki bulwers, pierwszy raz go takiego widzialam. Kiedy oni dyskutowali i sie o mnie klocili ja skorzystalam z okazji zeby sie uwolnic od tych kabli, poodrywalam je od ciala i spojrzalam pod koldre. O Boze...
-Co pani robi ? - spytal lekarz.
-A nie widac ? Uwalniam sie z tego bagna. Fuck off... Czy ja jestem... Naga ? - spytalam i spojrzalam jeszcze raz pod koldre.
-Wszystkie pani ubrania byly cale zakrwawione.
-Serio ? Naga ? Pokaz ! - Niall rzucil sie kolo mnie na lozko, ale ja go zepchnelam.
-Nie waz sie. Czuje sie taka... Taka...
-Wolna ? - dokonczyl za mnie Hazza.
-Wlasnie ! O nie... Dajcie mi jakies ubrania, to jest straszne.
-Skoro Hazza moze latac na golo po domu, to ty tez mozesz. - zasmial sie Zayn. Spojrzalam  na niego pytajaco, pozniej na lokersa. Usmiechal sie jak glupek, to znaczylo tylko... Prawde. Bez komentarza. Zrobilam FacePalm.
-No dzieki, kompletna kompromitacja. - wymamrotalam - Ale wiesz... Czuje taki powiew pomiedzy nogami... O Jezu, co ja wygaduje ?! Prosze o ubrania doktorze.
-Dobrze, ale...
-Tori ! - krzyknal ktos. Do sali wpadla Eleanor. No tak, tylko tego mi brakowalo - Wiem co sie stalo, jak sie czujesz ? - wykrzyczala.
-Jest dobrze, spiaczka tylko trwala dwa tygodnie. - odparlam spokojnie - Sensejszyn Eli, dzieki za troske.
-Przepraszam, ale... Dobra niewazne, Louis posun sie. - dziewczyna odepchnela swojego chlopaka i wyrwala mu z reki jakas papierowa torbe - Kupilam ci cos, pare rzeczy do ubrania, bo twoje sa wszystkie... No wiesz we krwi.
-Zauwazylam ze jestem naga. - wypowiedzialam z udawanymi lzami. Kiedy rozmawialam z Eli, Niall znow chcial mi zajrzec pod koldre, jednakowoz ja bylam szybsza, nie spuszczajac wzroku z Eli obserwowalam co wyciaga z torby.
-Niall, ja to widze. - warknelam nadal patrzac sie na Calder. Podala mi kraciasta koszule, legginsy, t-shirt z flaga usa, botki sznurowane i czerwona bielizne.
-Mrau... Czerwony, pokazesz mi sie w tym ? - spytal Niall.
-Hahahaha - wybuchnelam brechtem i sie usmiechnelam - Nie. - odparlam stanowczo zmieniajac ton glosu.
-Nie badz taka.
-Jaka ?
-No taka.
-Czyli jaka ?
-Nieugieta. Masz piekne, kobiece cialo, czego tu sie wstydzic ? Tym bardziej przed wlasnym chlopakiem ?
-Wiesz, kazdy jest inny. To jest silniejsze ode mnie, Niall, zrozum.
-No dobra. Ale moze kiedys...
-Nie. - przerwalam mu i poglaskalam po tych jego lsniacych, blond wloskach - A teraz poprosze o wyjscie, chce sie przebrac.... - wszyscy wyszli oprocz Nialla - Lacznie z toba kochanie. - dodalam. Chlopak zrobil dziecinna mine jakby puszczal focha i wyszedl. Zostawil oczywiscie szpare w drzwiach - Niall, ogarnij sie.
-No dobra.
Chlopak nareszcie mnie posluchal. No, moglam sie w spokoju przebrac. Ubralam to co moja kochana, nadopiekuncza Eleanor mi kupila... O rany, nie zdazylam jej podziekowac. Pozniej to zrobie. Bo pewnie jak zacznie paplac konca nie bedzie. Dziewczyna oczywiscie pomylila sie o numer, ale to nic. Bylam gotowa i moglam wyjsc. Jeszcze tylko czekalam na wypis.


______________________________
Ze wzgledu na Nadie dodalam ten rozdzial szybciej. Mam nadzieje ze sie podobal < 333
Wchodzcie na moje wszystkie blogi ; ))

środa, 25 lipca 2012

18. So close me

Wiecie, ostatnio to nie wiem czy ktos to czyta. Staram sie jak moge, ale... No nie widze rezultatow. Ja tak lubie to pisac, ale nikogo to nie interesuje. Jedyne Aga, tajemniczy anonimek i Directionerka mi komentuja, thx kochane, wielki shout out dla was za hojnosc <333
A i zapraszam na mojego drugiego bloga z imaginami http://remembers-moments.blogspot.com/ - sa juz 3 imaginy ;***  Milego czytania ^_^
________________________________________________________________

Musialam jakos sie ogarnac i pomyslec nad urodzinowa impreza. W sumie nie mialam zamiaru nawet zapraszac nie wiadomo kogo. Tylko One Direction, Eleanor, Danielle, dziewczyne Liama ktorej jeszcze nie poznalam, Jennifer i siostre. Tylko najblizsi. Sama nie wiedzialam co zrobie. Moze tylko wybierzemy sie gdzies.
      Siedzac tak wtulona w Nialla ogladalam z chlopakami jakis horror. Poniewaz bylo juz pozno porzadna dawka strachu by mi sie przydala. Zwlaszcza ze przy strasznych scenkach nawet nie zauwazalam jak bardzo bylam blisko z Niallem, ale doslownie. Jednakowoz chcac sie nie zblaznic tym wszystkim, zaczelam myslec o czym innym. Mianowicie o tej osiemnastce. Odwrocilamn glowe i zagapilam sie w okno. Nagle cos mi przerwalo. To ta szybka dlon Liama.Az ze strachu podskoczylam.
-Liam, Boze chcesz zebym zawalu dostala. - wyszeptalam lapiac sie za serce.
-Spokojnie. To tylko stary, dobry Liam. - chlopak zasmial sie, ale mi do smiechu wcale nie bylo.
-Stary to sie zgodze. - wypalilam.
Liam chyba po raz pierwszy nie mial zadnego, dobrego argumentu zeby mi dogryzc, wiec uciekajac od odpowiedzi momentalnie zmienil temat.
-O czym tak myslisz ?
-Nie jestem pewna czy moge ci to mowic.
-Mow, mow. - nalegal Hazza.
-Jestesmy ciekawi. - dodal Lou.
-W poniedzialek was zapraszam do siebie.
-Taak ? A z jakiej to okazji ? - dopytywal Zayn.
-No wiesz, starosc nie mlodosc. - zasmialam sie a wszyscy mi zawtorowali - Osiemnastki dobijam. - oznajmilam "bardzo uroczyscie". Wszyscy na przemian spojrzeli po sobie, pozniej na mnie z wielkimi "bananami" na twarzach.
-Moja mala dorasta. - Niallowi jak zwykle wyglupy w glowie. Objal mnie tak mocno i przytulil do siebie ze zabraklo mi prawie tchu. Sciskal mocniej niz zwykle.
-Au, zabijesz mnie. Ja musze miec czym oddychac. - jeknelam odklejajac sie od niego.
-Sorry, ale jestem taki szczesliwy. - wytarl udawane lzy szczescia. O Bosz, z kim ja tu jestem w tym domu ? Banda debili a wsrod nich ja debilka. Pasujemy do siebie.
-Cieszysz sie ze damska, farbowana kopia ciebie sie starzeje ? - spytalam podnoszac podejrzliwie brew do gory.
-Moja kopia ?
-Tak, spojrz, mamy podobny styl, oboje lubimy zielony kolor, oboje lubimy bluzy, oboje lubimy farbowac wlosy, oboje nosimy adidasy, oboje nosimy zegarki, oboje mamy bluzki z fajnymi nadrukami, oboje lubimy koniczynki, oboje jestesmy z Irlandzkich rodzin, oboje lubimy Celtykow, oboje sluchamy tej samej muzyki, oboje lubimy grac w pilke nozna...
-Ty umiesz grac w football ? - przerwal mi.
-Mhm. Umiem niezle kopac. Oboje gramy na gitarze, oboje nosimy oksy, oboje lubimy blond wlosy, tylko ze ja juz nie jestem blondynka, oboje lubimy gotowac, oboje nosmy rurki w kazdym kolorze teczy, oboje lubimy motyw flagi usa, oboje spiewamy pod prysznicem, oboje lubimy dlugo spac, oboje lubimy jedzenie, jednak ja nie az tak bardzo, oboje lubimy zelki, oboje mamy rumiane policzki, oboje lubimy sie ze wszystkiego smiac, oboje mamy glupkowaty smiech, oboje lubimy uzywac emotkow w kazdym smsie, oboje jestesmy zabawni, oboje jestesmy tacy sami.
-Serio to ma sens. - potwierdzil Liam - Jestescie dla siebie stworzeni.
-Naprawde tak uwazasz ? - spytalam robiac maslane oczka.
-No pewnie, przeciez to widac po twojej przemowie.
-Racja, Niall jestesmy przeciez identyczni.
-W sumie masz abosultna racje. Kocham cie.
-Ja ciebie tez blondasku. - i gdy to powiedzialam on przytulil mnie mocno i pocalowal w czolo.
-Dobra, kto chce cos zjesc ? - zawolal odklejajac sie ode mnie.
-Ah zarloczku, ty zawsze cos lubisz wcinac. - westchnelam i wszyscy podazylismy za nim do kuchni. Horanek wyjal cos z lodowki, wygladalo jak ciasteczka.
-Niall, czy to ksiezycowe ciastka, irlandzka specjalnosc cukiernicza ?  - spytalam z rozdziawionymi oczami.
-Zgadza sie, glownie dla ciebie je zrobilem.
-Nie jadlam ich odkad... Odkad przeprowadzilam sie do Polski, czyli juz ponad piec lat. Rany, zapomnialam jak smakuja.
-Prosze, prosze. - chlopak podsunal mi talerz pod nos. Wzielam jedno, pozniej drugie, trzecie, czwarte... Byly takie pyszne.
-NIall, co ty do nich dosypales, ze nie moge przestac ich jesc ? Zgaduje ze jakis narkotyk.
-Byc moze, ale... Jak ci smakuja ?
-Pyszneee... Mniam. - pocalowalam go w jego rumiany, troszke zapryszczony policzek - Moglabym je jesc codziennie po pare ton na sniadanie, jednak... No wiesz, dupsko rosnie i jest otyly czlowiek.
-Ty ? Ty nie tyjesz, nie klam.
-Racja, nie tyjesz. - zgodzil sie Hazza.
-Oho... - Liam wstal od stolu i spojrzal na zegarek - Danielle na mnie czeka, LOu chodz ! Zapomniales o Eleanor ?
-Lou a ty gdzie ? - Hazza rowniez wstal od stolu obruszony.
-Do Elki, a co ci sie wydaje ?
-Znow mnie zostawiasz kocie ? - odpowiedzial mu na pytanie pytaniem. Wszystko obserwowalam, a NIall doslownie wygladal jakby zaraz mial wybuchnac glosnym smiechem, jednak ja go powstrzymalam sama chichoczac pod nosem. Cala niby klotnia Larrego to istny komedio-dramat.
-Tak kocie. Nie czaisz ze brakuje mi mojej kocicy ?
-Ale ja zostane saam ! Jak mozesz ? Jak mozesz ja sie pytam !?
-Mrauu... Jakis ty dziki. - Lou oblizal namietnie wargi.
-Ja wieem. Ale ten nasz bromans nie wytrzyma dlugo.
-Ej no kto wymyslil Larrego ? Ja nie.
-Larry Stylinson to nasze wspolne dzielo ! Chyba nie chcesz mi wmowic ze mnie nie kochasz !
Sama nie  uwierzylam w to co slysze, ale juz dawno wiedzialam o Larrym, to normalka jak dla mnie, ale... Ja chodzilam z bi-seksualnym chlopakiem, z jednej srony to mi nie przeszkadza ale zawsze cos kaze mi sie temu dziwic. Wiem o Niamie, Zarrym, Larrym, Ziamie i tak dalej. Niall tez ma bromanse, a ja ? Ja mam romans. To chyba wystarczy puki co. A co do calej tej klotni, oni zachowywali sie jak stare malzenstwo, a Hazza Stylezza oczywiscie sie bulwersuje. Dalej nie sluchalam nawet tej calej klotni, az uslyszalam koniec:
-...i wlasnie dlatego Haroldzie, nie masz prawa mi wmawiac ze kocham Eli bardziej, bo kocham was obojgu identycznie, jednak ciebie jak brata i pojmij to.
Uff... Odetchnelam, bo Harry tylko usmiechnal sie i to byl znak, ze juz jest okey. Atmosfera nie powiem byla napieta, ale juz koniec afery.
-Niall, a my to chyba nie mamy nazwy. Co powiesz na Nori ?
-Nori brzmi tak samo wspaniale jak wszystko co wymyslisz kochanie.
-Oh...Czyli moze byc ?
-Jasne. - Niall pocalowal mnie prosto w dziubek - Mrauu... Masz swietne cialo.
-Serio ?
-Mhm, kochanie mi sie wszystko w tobie podoba.
-Mam nadzieje. No to moze wroce do blond wlosow ?
-Blond ? Lepiej nie. Bedziesz zalowac.
-I wlasnie dlatego przefarbowalam sie na wisnie.
-Dobra decyzja. - pokazal kciuk do gory. NIm sie obejrzalam nikogo nie bylo wokol nas. Nawet Hazzy, zmyli gdzies. Ze Liam i Louis poszli to wiem, ale gdzie Zayn i lokers ? Podejrzane. Mniejsza.
   Niall otworzyl lodowke i wyjal mleko w duzej butelce.
-Niall jestem w ciazy. - wypalilam. Mleko wypadlo mu z reki i zrobil ogromne oczy. Stal tak w bezruchu jakies pare sekund az wybuchnelam smiechem - No co ty, zartuje.
-Bardzo smieszne. - zrobil obrazona mine - Juz sie balem za naprawde jestes.
-A co bys wtedy zrobil ?
-No nie wiem, moze bym byl szczesliwy, ale niewykluczone ze tylko, bo bylbym zdziwony i zszokowany w jednym. Jeslibys nic nie powiedziala bym byl zly.
-To dobrze. Ja mam jeszcze lata, nie moge teraz tego robic. To by bylo nienormalne.
-Przeciez wiem. I zobacz, az mi ukochane mleko wypadlo z reki.
-Niezdara. - mruknelam. Horanek wyjal telefon i wlaczyl jakas piosenke, o niee...! Oszalal do reszty, puscil Justina Biebera One Time. Nie ze cos do JB mialam, ale... Po prostu nie lubilam tego gwiazdora, nie przemawial do mnie. COs czulam ze zaraz sie z nim pokloce, afera gotowa.
-Niall ! Wylacz te piosenke... Nie lubie Justina Biebera.
-Tori, teraz ci przeszkadza, a co ja mam powiedziec gdy ty na okraglo gadasz o Yankeesach, ogladasz ich na okroglo, no wiesz, w sumie to tez mi przeszkadza.
-Ty nigdy mi nic nie mowisz o tym. - podnioslam nieco ton glosu. Tak jak przewidzialam, bedzie ostro.
-Jestem wielkim fanem Biebera i dobrze o tym wiesz, a poza tym to moj dom i moge sluchac czego chce.
Zamilczalam. Juz nie mialam co odpowiedziec. Troche sie poczulam urazona i nawet nie wiem z jakiego powodu. Probowalam uciec od tematu.
-Niewazne. Sluchaj sobie czego chcesz, ja... Ja sie nie wtracam.
-No ja mysle. - odpowiedzial to bardzo niedbale, ale ja tylko przerwrocilam oczami i odeszlam poszukac Hazzy, bo jak podejrzewalam, jest u siebie. Znalam juz chyba kazdy zakamarek tego pokoju. Niall nawet nie zauwazyl jak wyszlam, pewnie bardziej byl zainteresowany robieniem sobie pizzy. Niech spada, pozniej bede sie martwic co mu powiem. Z Harrym lepiej sie dogadywalam i umialam z nim pogadac o wszystkim. O ile on mnie teraz nie odepchnie, bo czasem nie ma on humoru. Mozna by stwierdzic ze po ostatniej sytuacji powinien miec mieszany humorek, zupelnie jak ja teraz.
      Zapukalam do jego drzwi, nie uzyskalam zadnej odpowiedzi. Moze go tam nie bylo ? Hm... Postanowilam ze wejde bez dodatkowego pukania. Otworzylam drzwi i co zobaczylam ? Nic, jego tam nie bylo, tak tez myslalam. Nie bylam wcibska, ale... Moja uwage przykula jakas zmietolona kartka lezaca na jego lozku. No nie, ciekawosc mnie zezarla, musialam przeczytac to co na niej bylo. Przymknelam lekko drzwi i usiadlam na lozku czytajac owa "wiadomosc". Niezbyt bylo to dla mnie zrozumiale bo pismo mial okropne. Wciagnelo mnie to, bo bylo to o jakiejs dziewczynie. Dla ciekawskich przedstawie tresc:

"Wszystko jest juz skonczone. Ona mnie nie kocha, tak sie staralem zeby zwrocila na mnie uwage, jednak ona juz kogos ma. Ciagle tylko o niej mysle, ale ona woli tylko przyjazn. Jestem zgubiony. Co zrobic zeby bylo inaczej ? Jedyne to moge sie powiesic, nigdy nie bedzie tak jak pragnalem od poczatku. Odnalazlem moja ksiezniczke, zeby ja stracic. Bylem z nia i sie poswiecilem dla najlepszego przyjaciela, ktorego nie opuscil bym nigdy. Jednak czasem mi sie wydaje ze on nie jest do konca ze mna szczery jak opowiada o niej i nim...."
Nie przeczytalam dalszej czesci bo ktos mi przerwal swoimi slowami:
-Pomoc ci czegos znalezc ? - odwrocilam sie wytracajac sobie z dloni kartke. Moja "pusta" twarz mowila teraz za siebie. BYlam zla ze pozwolilam sie poniesc tej nie okielznanej ciekawosci. Patrzyl on na mnie swoimi zielonymi oczami nieco ze zloscia, jednak krylo sie z nich cos takiego co nie da sie opisac, taka... Hm... Chec zabicia mnie. Doslowna kompromitacja.
-Przepraszam, ja... Ja nie powinnam byla tu wchodzic, ale...
-Czytalas wszystko ? - przerwal mi.
-Nie do konca.
-Ciekawska jestes, ale teraz pozwol ze cos ci powiem. To wszystko o moich przemysleniach, to... To o tobie, mnie i Niallu. Teraz wiesz przynajmniej co czuje.
-Ja nie wiedzialam.
-Teraz wiesz. Nie chcialem tego mowic, bo zabrzmialo by to dziwne.
-Nie, nie zabrzmialo by dziwnie. Zabrzmialo by szczerze. Ale ja kocham Nialla, ile razy mam ci to powtarzac ? Ciebie tez, nawet bardzo, ale juz nie tak bardzo jak Nialla.
-Rozumiem cie, ja to naprawde wszystko rozumiem. Ale... Czasem warto wiedziec cos a nie byc oklamywanym przez cale zycie. Zaufaj mi, tak jest lepiej.
-Nie jest to bolesna prawda, ja to wiedzialam. Ale poruszylo mnie to, ze ty nadal mnie kochasz juz tak bardziej. Z toba czuje sie dobrze, ale... To juz nie jest cos jak milosc, to takie inne uczucie. Taka sympatia, ty wiesz... Ty rozumiesz do czego zmierzam, prawda ?
-Nie jestem glupi, tak. Ogarniam wszystko co mi probujesz wytlumaczyc, ale... Tak, czasem chcialbym ci powiedziec ze cie kocham, ze chce z toba byc ale juz nie moge.
-Przeciez to logiczne ze juz to co sie stalo sie nieodstanie. Koniec, kaplica. Obchodzi cie w ogole fakt ze kocham cie jak przyjaciela czy nie za bardzo ?
-Dociera to do mnie, tak obchodzi, ale czy ty masz pojecie co sie dzieje pomiedzy nami ?
-No wiesz, nie zbyt.
-Dzieje sie cos niewykrywalnego, ty wiesz co sie dzieje i nie udawaj glupiej.
-Nie udaje glupiej, ja naprawde nie wiem. Tak trudno to zalapac ?
-Wielu rzeczy jeszcze nie zlapiesz, Tori. Ale... Ja juz nie wytrzymuje tego, nie wytrzymuje tej naszej patologicznej milosci.
-Patologicznej ? Nie rozumiem teraz. Sugerujesz ze...
-Nie, ja nic nie sugeruje. - znow mi przerwal - Mysle inaczej i robie inaczej. Z czasem ci powiem czego jeszcze nie wiesz.
-Nie, mow mi teraz. Masz okazje puki jeszcze nie mam na ciebie nerwow.
-Nie moge, nie jestes gotowa.
-Na co znow nie jestem gotowa ? Cos ty taki tajemniczy ? Ukrywasz tylko przede mna wszystko i nic wiecej. Traktujesz mnie po czesci jak dziecko. O co chodzi ?  Oswiec mnie.
-Nie moge, zrozum.
-Dobra, to sobie nie mow, ale ja nie bede cie pozniej sluchac. Spadam, pa ! - wepchalam mu te kartke do rak i wyszlam z pokoju. Chwycilam torebke i wyszlam nie zauwazalnie z mieszkania. Nawet nikt mnie nie gonil. Niall pewnie tez nie zauwazyl, woli jedzenie niz rozwazywanie moich problemow. Jednak... Gdy szlam do domu spotkalo mnie nieszczescie. Przechodzac przez ulice nie zauwazylam nadjezdzajacego samochodu osobowego i... Wpadlam pod kola, na dodatek pojazd jechal z duza predkoscia. Odepchalo mnie z sily uderzenia na bok. Upadlam na jezdnie i stracilam przytomnosc. Jeszcze tylko uslyszalam trzask zamykanych drzwi i jakies krzyki. Koniec, juz wtedy czulam ze jestem na krancu zycia. Jakby pomiedzy zyciem a smiercia.


______________________________________________________

Mam nadzieje ze rozdzial sie spodobal i bedziecie komtowac, bo wasza opinia dla mnie naj, naj, naaj wazniejsza. Papatson ;***