niedziela, 10 czerwca 2012

9. Idea

Hello. Odpowiadajcie na ankiety ! Tyle z mojej strony <333 ;***

--------------------------------------------------------------
Ten gif dosłownie rozwala system ;/// I ten fryz Zayn'a ;) Bezcenne. .

Nadal nie wierzyłam. Miałam dziwne odczucia, bo telefon był z policji. Nie zastanawiając się dłużej odebrałam połączenie.
-Hallo ? - spytałam przecierając czoło z potu. Bardzo się denerwowałam.
-Dzień dobry. Mówi sierżant Larris z komendy głównej w Londynie. Oficjalnie chcielibyśmy ostrzec, iż niejaki niedawno złapany Klemens Pieczarsky uciekł z aresztu dzisiejszego ranka. - zamurowało mnie, dosłownie nie słuchałam dalszych słów policjanta, ponieważ przez moją głowę przelatywały różne myśli. Nie wiedziałam co począć. Skoro Klemens zwiał, to co teraz ? Zaczynam się czuć niebezpiecznie w tym mieście. Jedyną pomoc mogli mi dać przyjaciele, czyli Liam, Louis, Niall, Zayn i Hazza. Ale... Ja nie chcę im zawracać głowy. Nie wiem czy w ogóle powinnam nawet to Niallerowi mówić. "Ogarnęłam się" ze wszystkim i znów wsłuchałam w słowa mężczyzny.
-...dlatego też prosilibyśmy o środki ostrożności. - dokończył i na tym się skończyło.
-Dobrze, dziękuję za kontakt. - odparłam ponuro po czym się rozłączyłam. 
-Kto dzwonił ? - spytał Niall. Nic nie odpowiedziałam, tylko spojrzałam na niego przerażona okręcając nerwowo w dłoni telefon. 
-Holy Jesus... - wyrwało mi się. Tylko to mogłam w tej chwili powiedzieć. 
-No kto ?
-To policja. On zwiał. 
-Ale kto ? Mów jaśniej bo cię nie rozumiem.
-Jak mam ci mówić jaśniej skoro jestem w niebezpieczeństwie ?! - wrzasnęłam mu prosto w twarz. Faktycznie emocje mnie za bardzo poniosły, no ale każdy by się bulwersował na moim miejscu. 
-Spokojnie. Powiedz mi co się stało na spokojnie i nie krzycz.
-Okey. Przed chwilą zadzwonił telefon, z policji - mówiłam powoli - zawiadomili mnie o tym, że Klemens , ten co mnie chciał... Dobrze wiesz co, zwiał z pudła i jest na wolności od dzisiejszego ranka. Kazali mi być ostrożną, ale on wie gdzie mieszkam... I nie wiem... Nie wiem jak się za to wszystko zabrać.
-Klemens zwiał ? A to drań. 
-Ja wiem. I co teraz ?
-Może wracajmy już?
-A twojej mamie to nie będzie przeszkadzało, że tak szybko jej zwiejemy?
-Nie, nie, musimy powiedzieć chłopakom.
-Ale ja nie chcę ich martwić.
-Nie o to tutaj chodzi dzisiaj. Idziemy, wracamy bo w domu przecież jest Domi, coś jej się stanie, lepiej wracajmy i Ada pewnie wróciła. 
-Masz rację. Chodźmy. - weszliśmy z powrotem do domu. Już chcieliśmy wyjść nie zauważeni przez nikogo, ale po chwili jego mama nas zatrzymała. 
-A wy gdzie ? Już chcecie ode mnie uciec ? - spytała z założonymi rękoma.
-Ależ skąd... Ale... Ja... Muszę jechać do okulisty ! - skłamałam. To jedyne co mi pierwsze na myśl przyszło. 
-Oh... No dobrze. Ale jeszcze wpadnijcie kiedyś do mnie. Jesteś tu mile widziana.
-Dziękuję za tę hojność, a teraz... Do widzenia. - jeszcze zanim wyszłam kobieta zbliżyła się do mnie i mnie uściskała, po czym cmoknęła lekko w policzek. Nawet miłe uczucie, zwłaszcza że zostawiła mi ślad po szmince. Sympatycznie się uśmiechnęłam po czym, wyszliśmy z mieszkania. Złapaliśmy jeszcze ostatni pociąg na główną stację i w spokoju dojechaliśmy do mojej dzielnicy. Właściwie to źle powiedziałam, dojechaliśmy na stację główną, a później z buta do mnie do domu. Niall był jakiś podenerwowany, jak szłam przed nim to ciągle nadeptywał mi na buty, co sprawiało że omal się nie wywracałam za każdym razem, bo mi buty spadały. Miałam tego dość i po pewnym czasie kazałam mu iść tym samym tępem co ja. 
  Powoli weszłam do mieszkania. Nagle usłyszałam z salonu jakieś krzyki, dziewczęce krzyki. Natychmiast z Niallerem wparowaliśmy na całe miejsce zdarzenia. Tak jak podejrzewałam - Ada i Domi. O nie, ja musiałam to zakończyć.
-...zrozum że tak nie może być ! - krzyknęła Ada. W ogóle nie czaiłam o co chodzi, bo w pół kłótni je usłyszałam pewnie. One nas nawet nie zauważyły. 
-Jeśli nadal tego chcesz, to ja muszę ci powiedzieć, że wyjeżdżam do Bułgarii, do mamy już jutro i będzie problem z głowy.
-Ale tu nie o to chodzi, Dominika. Okłamałaś mnie !
-No ale co ja zrobię, że on na mnie leciał ?
Kompletnie oniemiałam. W ogóle nic nie ogarniałam. Stałam z otwartą buzią, Niall pewnie podobnie, ale jakoś nie patrzałam na niego teraz. Bardziej skupiłam uwagę na nich i ich kłótni. 
-Eee... - tylko tyle zdołałam wydusić. Nagle dwie pary oczu się zwróciły prosto na mnie.
-Anika ! Co ty  tu robisz ? - spytała Ada.
-Mieszkam chyba ! - krzyknęłam po polsku i to znacznie głośniej niż zabrzmiało to w mojej głowie - A wy o co się kłócicie ? Bo chyba nie o tę sprawę sprzed dwóch lat kiedy Domi ci Bartka odbiła ?
-Strzał w 10. - mruknęła Domi. Spiorunowałam ją wzrokiem i znów zmierzyłam oczami Adę, po której minie mogłam oświadczyć, że była nie tyle co załamana, a bardziej zaskoczona. 
-Błagam. Domi wyjeżdża i to nie jest powód do kłótni, raczej to płaczu. Opanujcie się. 
-Przepraszam, jak dzieci się zachowałyśmy, głupie małolaty.
-Nie zaprzeczę, bo to prawda ! Możecie czasem się pohamować... Dobra, nieważne. Ada, martwiłam się o ciebie całą noc ! Gdzieś była z tym Zaynem ? - poniosłam jedną brew do góry z podejrzliwym wzrokiem. 
-Byliśmy u niego w domu. Oglądaliśmy film i tak jakoś zasnęliśmy. 
-Doprawdy ?
-Taak. A o reszcie nie powinnaś wiedzieć, to nie dla dzieci.
-No dobraa... A my byliśmy u mamy Niallera  dzisiaj ! - zawołałam z zadowoleniem. Niall akurat siedział na kanapie znów coś wystukując w fonie. 
-Świetnie. 
-No wiem, ale niestety jest jeszcze jedna sprawa. - zniżyłam głos i zrobiłam mały Poker Face. 
-A co się stało ? Nagle tak pobladłaś... To chyba coś poważnego.
-Tak, Ada, to jest coś poważnego. A mianowicie przejdę do sedna, dzwonili z policji i powiedzieli mi, że... Klemens zwiał z więzienia. 
-Że co ? A przez chwilę było tak spokojnie. 
-No właśnie. 
-Ale nie martwcie się, zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie. - odezwał się nieoczekiwanie Nialler chowając telefon do kieszeni w swoich obciągniętych spodniach. Dosłownie rozwalał mnie w tych spodniach, ale ja... Ja się nie czepiałam. Niech się ubiera jak chce. 
-Co masz na myśli ? - podniosłam jeszcze wyżej brew do góry.
-No zadzwonimy do chłopaków, Liam jako taki tatuś naszego zespołu, na bank coś wymyśli. On ma łeb. 
-Nie wnikam. No ale...
-Bez "ale". Czekajcie, zadzwonię do nich.
-Okey. - rzuciłam to nic nie znaczące teraz słowo, po czym opadłam na drugą kanapę obok Domi i Ady. Niall zadzwonił i po chwili już rozmawiał:
-Hallo ? Liam ? Weźcie przyjedźcie do nas, chłopaki. Po co ? Ważna jest sprawa. Okey, to czekam, bay. - i tak wyglądała cała ich rozmowa. Wywnioskowałam oczywiście, że wszyscy przyjadą. Między innymi po słowach: "Okey, to czekam, bay...". 
 Przeczekaliśmy tak w ciszy dobre dziesięć minut aż ktoś zapukał do drzwi. Wiedziałam, że to Liam i reszta, więc niezbyt żwawo podeszłam aby otworzyć. Miałam rację, to byli oni, tylko że Lou z jakąś dziewczyną u boku. Tak, to była jak podejrzewałam Eleanore Calder, moja ulubiona modelka i wzór do naśladowania, przynajmniej dla mnie. Moja tak jakby idolka.  Wprost wzroku od niej nie mogłam oderwać, od tej urody. Proste włosy w kolorze ciemnego brązu, podwójna grzywka, miała świetną figurę, po prostu pozazdrościć, od razu gdy ją zobaczyłam pomyślałam: "Najpiękniejsza kobieta na świecie". Ubrana była jak zawsze modnie - czarne spodnie udające skórę, koszula schludnie zapięta bez rękawów w kolorze czerwonym, oczywiście brązowe botki na kwadratowym obcasie, no dosłownie tylko z niej  brać przykład, nawet jej karnacja była godna podziwu, nie była ciemna, ale taka śniada, właściwie to bardziej alabastrowa.
 Zaprosiłam do środka gestem ręki. Wszyscy weszli, ale Hazza stanął przede mną dosłownie świecąc oczami. 
-Coś się stało ? - wyszeptał.
-O taak i to dużo. 
-Mogę ci jakoś pomóc ?
-Jasne, ale nie wiem do czego zmierzasz.
-Wiesz.
-Nie wiem, może mi powiesz.
-Ostatnio źle wyglądasz. 
-To akurat zauważyłam.
-Z Niallerem wszystko okey ?
-Pewnie. Lepiej już wracajmy do nich, bo zaczną coś podejrzewać.Chodź. 
Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę salonu. Posadziłam na leżance gdzie na przeciw na kanapie siedział Niall, Liam, Louis z Eli i Zayn. Wszyscy w komplecie. Stanęłam z ukosa bez słowa wbijając wzrok w podłogę.
-Co się takiego ważnego stało, że musieliśmy natychmiast przyjechać ? - odezwał się niebywale Liam przerywając tę ciszę. 
-Stało się i to dużo. Klemens uciekł z więzienia. - powiedziałam drętwo - Dzwonili dzisiaj z policji i... I ostrzegli, żeby uważać. Nawet w swoim własnym domu nie czuję się bezpiecznie. Jesus Christ... Nie wyrabiam psychicznie. 
-Nie martw się, coś wymyślimy. - pocieszyła mnie Eli - A tak w ogóle to wreszcie cię chciałam poznać - dodała z uśmiechem. 
-Ty zapewne Eleanore Calder, wzór dla mnie do naśladowania. - uścisnęłam jej dłoń wcześniej do mnie wyciągniętą - A ja nazywam się Anika.
-Tak, wiem, wiem. Chłopcy ciągle o tobie mówią, miałeś rację Lou, jest słodka, ale nie wiedziałam że aż tak bardzo. - zwróciła się do Louisa, po czym z powrotem na mnie - Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję za te komplementy. Chociaż są niezasłużone. 
-Właśnie że zasłużone, jak najbardziej. No więc... Wracając do tematu, ja... Ja mam pomysł.
-Serio kochanie ? - skomentował Lou.
-Tak, tak. Mam wolne mieszkanie i wolny pokój, niech dziewczyny na jakiś czas zamieszkają u mnie w bezpieczeństwie i trosce. Tak by było najlepiej. Dopóki sprawa się nie wyjaśni, będą mile widziane w moim domu.
-Ale... Wie pani... - zaczęłam.
-Tylko nie pani, mów mi po imieniu. 
-No dobrze, Eli, wiesz... Ja nie chcę sprawiać problemu, my; ja i Ada, bo Domi już jutro wyjeżdża. 
-To nie problem. Pracuję bardzo krótko, zawsze mogę wam we wszystkim pomóc, ale czasem dłużej niestety, choć przyznam że moja praca nie jest taka ciężka. To jak ? Dla mnie to naprawdę nie jest problem. Jeśli mam pomóc kumpelom chłopaków, to zrobię to z przyjemnością. Jesteś bardzo dla nich wyjątkowa, więc... Dla mnie też. Możecie nawet dzisiaj. 
-Jesteś pewna że chcesz nas przyjąć pod swój dach ? Ale ja... - odezwała się tym razem Ada - My będziemy musiały zapłacić za utrzymanie, a nie mamy... Pracy. 
-Ależ to nie ma znaczenia, broń Boże, nie będziecie mi płacić. Chcę pomóc, pozwólcie chociaż tyle dla siebie zrobić. 
-N-no okey. Ale muszę powiedzieć, że nie odpowiada mi takie wykorzystywanie ciebie.
-Nie wykorzystujesz mnie, a po drugie to ja zaproponowałam pomoc. Nalegam.
-Anika, Ada, posłuchajcie  jej. - dodał Zayn.
-No skoro nalegasz , to chyba nie mam wyboru. 
-Masz i to dużo, ale ten jeden jest dobry. Dajcie sobie pomóc. - Eli uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę. Uśmiechnęłam się szeroko w odpowiedzi i znów zamilkłam - To jak ?
-Dobrze. 
-Świetny pomysł, kotku. - Lou przyciągnął brunetkę na swoje kolana. 
-Wiem. No to dziewczyny, zbieramy się ?
-Muszę zabrać parę rzeczy.  - odrzekłam i pobiegłam do pokoju. Wyjęłam spod łóżka dużą, czarną torbę Nike na pasku. Miałam zamiar wpakować do niej wprawdzie wszystko, czego nie znajdę w domu modelki. Ada po krótkiej chwili również wparowała do pokoju i zrobiła to samo. Sytuacja powtórzyła się, bo do pomieszczenia wbiegła też i Domi. Odwróciłam się w jej stronę. 
-Anika, Ada, wiecie... Dzwoniła moja mama, dosłownie przed chwilą. 
-I co powiedziała ? - spytałam zaciekawiona przerywając pakowanie.
-Że lot mam dzisiaj, nie jutro tylko dzisiaj, bo pomyliło jej się z datami. Przyjedzie po mnie za pół godziny taxi zabrać mnie stąd na lotnisko.
-Że co ? Ale... My nawet nie... 
-Wiem, też mi jest przykro, ale nic nie poradzę na to.
-No okey. To my się już chyba... Pożegnamy. Bo ja i Ada idziemy do Eli. 
-Wiem, wiem. Ale nie róbmy tego tak wcześnie, bo mamy jeszcze trochę czasu. 
-Racja, bo się rozpłaczę. Wolę na razie nie wiedzieć że wyjeżdżasz. Tak więc... Udam, że tego nie słyszałam. - powiedziałam ledwo przez łzy. Domi nic nie odpowiedziała, tylko przytuliła mnie i Adę równocześnie. Tak, to chyba nasz ostatni grupowy uścisk. Wróciłam do pakowania i obserwowałam Domi. Ona robiła to samo, tylko że ta dziewczyna właśnie ma spakować wszystko i wyjechać ! Na zawsze. I już nigdy więcej jej nie zobaczymy. Tak więc wzięłam to co trzeba i opadłam na łóżko. 
-Może ci pomożemy ? - spytałam Domi, po czym wstałam i podeszłam do niej - Ja chętnie. Mam czas.
-Jeśli chcesz, to wyjmij moje wszystkie buty z szafy. 
-O Holy Jesus... Buty. - mruknęłam cichaczem. Bez sensu było to co powiedziałam, ale tak mi się wyrwało. 
-Nie załamuj się, wszystko się jakoś ułoży. - pocieszała mnie Ada, aż w końcu przestałam się mazać z tego powodu i zrobiło mi się lepiej. Podałam jej wszystkie jej pary butów.
  Po jakiś dziesięciu minutach wszystko było popakowane. Czułam nagle pustkę, pustkę  w sercu której jeszcze nigdy nie czułam. 
 Zeszłyśmy po schodach już zapakowane, Ada jeszcze pomagała Domi znieść walizki, natomiast ja tylko myślałam o tym co ja będe przez cały dzień robić jutro bez Domi. Bez niej jest smutno, zawsze. Ale... W sumie mam jeszcze Jennifer i moją siostrę, więc... Nie będzie źle. Nie jestem sama. Na dodatek Eli chyba chce się zaprzyjaźnić, później jeszcze napewno poznam tę piękność, Daniell, dziewczynę Liama. Tak szłam w zamyśleniu że nie zauważyłam wystającej deski na stopniu, co sprawiło, że po raz setny już chyba w tym domu wywaliłam się prosto na ziemię. Na chwilę nie czułam głowy i zamknęłam oczy. Gdy je otworzyłam widziałam nad sobą pochylonego Liama i Niallera, właściwie to wszyscy tam byli ale widziałam tylko ich.
-Co się stało ? - spytał Niall.
-Nie wiem, potknęłam się o stopień i... Moja głowa. - dokończyłam pokazując na czoło. Ktoś pomógł mi wstać i gdy się odwróciłam po chwili okazało się że był to Niall. Na dodatek w wyniku całego wypadku, spadły mi okulary z nosa. Podniosłam je w miarę szybko zanim ktoś mi na nie nadepnął i usadowiłam na miejsce z powrotem.
-Jesus Man... - wyrwało mi się.
-Ale nic ci się nie stało ? - spytała Eli.
-Nie, nie. Na szczęście nic, dzięki za troskę. Okey, jeszcze żyję. Nie uwierzycie, ale Dominika wyjeżdża dzisiaj, za pół godziny po nią taxi przyjedzie ! Nie...
-Tak szybko ? Fuck off, szkoda. - powiedział Nialler. 
-No właśnie Nialler ! I co teraz ? 
-Nic ? Mówi się trudno.
-Nie zależy ci, zapomniałam. Sorry, nie znałam cię od tej strony. - mruknęłam i strzeliłam lekkiego focha.
-Przepraszam, że nie czuję do ciebie takiej empatii.
-Spoko, przeżyję. Nieważne, to... Poczekamy z nią ?
-Jasne. Nie śpieszy mi się. A zabrałyście wszystko ?
-Raczej Eli. Wzięłam wszystko czego nie masz ty, ale ty pewnie masz wwzystko.
-No bez przesady. 
-Nie przesadzam. 
Wszyscy usiedliśmy na zewnątrz  w ogrodzie czekając na tę nieszczęsną taxówkę. W końcu przyjechała i wybuchnęłam głośnym płaczem. 
-Czy tak musi zawsze być? Zawsze jestem sama. - mówiłam przez łzy, gdy Eli i reszta pocieszali mnie. 
-Nie płacz, Anika, maskara ci się rozmazuje i na dodatek do oczu ci naleci . - mówiła modelka, ale ja jej nie słuchałam, bo bardziej byłam zajęta przytulaniem z Domi. W końcu opuściła nas, bo taksówkarz się bulwersował. Wolałam w ogóle jej nie puszczać, ale musiałam. Po jakiś paru minutach takiego ryczenia bez sensu, ryczenia które nic już nie zmieni moje płakanie ucichło. Miałam tak opartą głowę o kolana Liama, który chciał mnie pocieszać, ale ja beksa płakałam i płakałam że maskarą mu pewnie jeansy zabrudziłam, jak coś to ręcznie wypiorę. Podniosłam głowę i spojrzałam na jego nogawki. Łożesz... O shit... Poplamiłam. Stanęłam zakłopotana.
-Oo... - jęknęłam i chwyciłam butelkę wody stojącą na stoliku po czym bez żadnego uprzedzenia rozlałam mu na plamę i roztarłam.
-Anika... Czekaj, spokojnie, nic się nie stało. - mówił jakiś spokojny, 
-Przepraszam, twoje spodnie są brudne, ubrudziłam je maskarą - krzyczałam rozcierając nadal czarną plamę - Ja je wypiorę, obiecuję.
-Co ? Nie! Nic się nie stało, to nie jest moja jedyna para spodni.
-Aa... Wiem, ale ja...
-Naprawdę nie szkodzi. - i w tej chwili złapał mnie za ramiona. Spojrzałam mu w oczy, po czym ogarnęłam że on nie chce abym mu jeszcze większy sajgon ze spodni zrobiła. Jak znam życie myśli sobie że jestem idiotką i nie ma zamiaru powierzać swoich spodni mnie, bo wie że będzie gorzej, więc dałam sobie spokój. 
-Pewnie nie chcesz abym nie zrobiła czegoś gorszego z nimi, rozumiem dokładnie. 
-Wcale nie, nie chcę abyś się męczyła. 
-Jasne.
-Nie kłamię wprawdzie nigdy. 
-Nie wnikam. 
-Okey, dziewczyny, jedziemy do mnie ? - zagadała po chwili Eli. Pokiwałam głową na "tak" i razem ze wszystkimi, Lou zawiózł mnie, Adę i Eli pod  jej dom i zostawili nas tam. A on... Boże, niesamowity. 


------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział się podobał. A właśnie, mam jeszcze jedno pytanie - Chcecie abym zamontowała muzykę na bloga? Ale tylko raz się będzie włączać. Bo wiecie, dzięki temu blog będzie jeszcze fajniejszy <333 Odp. zostawicie w komciu ;***
  


7 komentarzy:

  1. Boski <3 Świetny rozdział ;))
    Zapraszam do mnie : http://letmeloveyouzayn.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Booooskooo, chyba nie muszę powtarzać tego za każdym razem ? C;

    OdpowiedzUsuń
  3. no raczej nie, ale odp. na pytanie <3 im więcej komów tym lepiej ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. super rozdział

    OdpowiedzUsuń

Daj koma, odwdzięczę się ♥